Inaczej o Matkach na Wyrębie

Swojego czasu, przy apogeum szaleństwa „lex Szyszko” pani Cecylia Malik opublikowała zdjęcia kobiet z dziećmi w świeżo przetrzebionym stołecznym parku.

Matki karmiące niemowlęta na karczach i ściętych pniakach protestowały w ten sposób przeciwko niekontrolowanej wycince. Kobiety prężą mleczne cyce do obiektywu i zdają się mówić: „chcemy drzew dla nas i przyszłych pokoleń, wyrządziliście nam krzywdę”. Poruszające, tak, ale było coś więcej; jakieś nie dające (mi) spokoju drugie dno.

Homo sapiens żąda dla siebie i dla przyszłych pokoleń. Matki innych gatunków nie żądają niczego, choć to nie wyklucza ich troski i staranności w zabezpieczeniu życia potomstwa. Osa klecanka będzie cierpliwie odbudowywać gniazdo po uszkodzeniach i chłodzić je, by larwy mogły dorosnąć. Mama kangurzyca zniesie kręcenie się maluchów w torbie, ale tylko gdy busz się zazieleni i będzie mogła je wykarmić. Żółwica starannie zasypie dołek z jajami. Brzoza co kilka lat będzie obficie rozsiewać nasiona- bo a nuż jakieś trafi na Ziemię Obiecaną? Ale one nie żądają, nie mają oczekiwań, bo nie są świadome Czasu ani istnienia Losu. Bezrefleksyjnie uczestniczą w Życiu, tworząc chwiejną równowagę.

Jest już za późno na uwagi, bo to czy drzewa padną od zmian klimatycznych czy od ludzkiej piły jest jedynie kwestią estetyki i jasne jest, że dziś urodzone dzieci nie mają szans na dorosłość. Jednak jako osadzony w Czasie homo sapiens nie mogę jednak powstrzymać się od refleksji o przeszłości. O tym, że błędem było wspieranie- uznaniem, finansami, kulturowym otumanieniem- narracji niekontrolowanego rozpłodu i pozornego  rozwoju. O tym, że trzeba było nagradzać tych, którzy zakładali ogrody, dbali o drzewa i nowe nasadzenia, opiekowali się starodrzewem- zamiast obarczać ich podatkami czyli karami. Promować tych, którzy produkowali Żyw-ność i rozpowszechniali swoją wiedzę i doświadczenie. Że trzeba było natychmiastowo pomagać tym, którzy od starodrzewu ucierpieli, np. po burzach. Że trzeba było ludziom pomóc w kreacji Bezpieczeństwa tak, by nie zabijali  Dzikiego. Że – uznając fakt przeludnienia- trzeba było transferować nadwyżki nie do „rodzin, które ponoszą trudy wychowawcze” czy na „ciężar wielodzietności”, ale do tych osób, które potrafiły wysublimować egotyczny popęd rozpłodu w stronę mniej prymitywnych form kreatywności i tworzenia więzi innych niż rodzina nuklearna. Trzeba było wspierać tych, którzy proponowali alternatywne i głębokie wizje rozwoju osobistego, duchowego czy wspólnotowego, nie bazujące na spełnianiu zachcianek ego. Trzeba było wyjść z żądań i iluzji w stronę wdzięczności i Tu-i-Teraz. Czyli: użyć właściwie ludzkiej gatunkowej umiejętności projektowania przyszłości, by właśnie przed złą przyszłością się uchronić.

Homo sapiens wypadł zarówno ze swojej gatunkowej mądrości przewidywania jak i z mądrości świata zwierzęcego. Jako całkowicie uzależniony od innych gatunków, fizycznie kruchy, odejdzie  w niepamięć na pierwszej linii.

Oczywiście, dla ludzi wykarmionych na kulturowej papce („nam się należy”, „człowiek-korona stworzenia”, „czyńcie sobie Ziemię poddaną”  czy „nadchodzi kryzys demograficzny, nasze dzieci naszym dobrem bo wrogowie się mnożą!”) powyższe uwagi brzmią jak herezja czy obrazoburcze majaki. Trudno. Ale faktem jest, że na koniec zachodniej cywilizacji pani Malik ukazuje bezwiednie współczesny portret: butnego, pełnego pretensji, niecierpliwego, niezależnie od warunków przyrodniczych bezsensownie płodnego gatunku, rozsiadłego na resztkach świata przyrody zniszczonego własną ręką.

O ironio, te zdjęcia, może gdzieś na kliszy rzucone,  przetrwają przejście homo sapiens w Nieożywione. Ot, taka ironiczna zemsta rzeczy martwych.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *