Wojna na przodków

Wyjątki z szaleństwa pana Tarczyńskiego:

„nie pouczaj wnuka Wyklętego”
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23323260,wulgarny-atak-tarczynskiego-na-dziennikarza-nie-zaczepiaj.html#Z_MT

„Nie, ja chcę wiedzieć, co robił jego dziadek. Wszyscy wiedzą kim był mój dziadek. A ja chcę wiedzieć, kim był jego. Jego ojciec. Z jakiego środowiska się wywodzi.”
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23123686,tarczynski-nie-odpuszcza-dziennikarzowi-chce-wiedziec-kim.html

Taka to pana Tarczyńskiego Wojna na Przodków. (Oczywiście, drugą stroną medalu jest gowinowska wojna na ilość dzieci przekładaną na ilość wyborczych głosów- bez względu na jakość). Może myślących razić głębokie polactwo takiego stawiania sprawy, ale „duma z pochodzenia” jest powszechna wśród dorosłych dzieci (zwanych dalej umownie „dorosłymi”) jak świat długi i szeroki. Niektórzy przejmują sprawę we własne hmm… ręce i mnożą się jak króliki, by przodkami zostać dla jak największej ilości homo sapiens, i tak – genami, memami i pobożnymi życzeniami- trzymać ich na smyczy. Kontrolować Los i przekroczyć- w taki skrzywiony sposób- swoje ego. Co więcej, niektórzy przodkowie odchodzą przecież do sfery wspólnotowej, symbolicznej, mitycznej, wręcz boskiej. Czyż to nie atrakcyjna kariera w dzisiejszych czasach, zwłaszcza dla trupa?

No właśnie, gdzie są ci przodkowie? Nawet jeśli żyją jeszcze w uzgodnionym realu, przerastają już zwykłą ludzką solidarność i funkcjonują w  wyobrażeniu/narracji stworzonej w głowach wojujących słowem, spermą i jajeczkiem. To w ich głowach „przodek” (jako aspiracja lub proweniencja) stanowi -głęboko ukryte, nieświadome- źródło, napęd, pal (nomen omen), wokół którego się wszystko kręci. Mnie nie ma ale jest mój przodek, który mnie opromienia; który mnie trzyma na smyczy; do którego mówię; któremu się opieram;  dla którego i przez którego żyję; przed którego przynoszę – z drżeniem- swoje osiągnięcia, zdają się komunikować podobni panu Tarczyńskiemu. Jesteś nikim, bo nic nie wiem o twoim przodku.  Twój przodek jest gorszy od mojego przodka, bo moi przodkowie są najmojsi i najbardziej przodkowi. Czyż to nie zabawne, takie echo rozmów piaskownicowych trzylatków? Nie tylko pan Tarczyński zwariował przenosząc na serio do realu figury „przodków” z własnej głowy. Myślę, że zwariowali wszyscy „dorośli” wyznawcy narracji przodków i genów.

Ale jest i więcej. Figura „przodka” obrasta fantazjami. Rolą „potomka” jest domyślanie się czego figura „przodka” sobie życzy.  Jestem marionetką i robię to, czego, jak sądzę, pragnie jakaś postać w wymyślonej przeze mnie bajce. Według tych domysłów „potomek” działa (działaniem jest także bunt). Nie pada żadne pytanie czego pragnie -przez siebie, dla siebie, sobie- „potomek”. I tak, pan Tarczyński wyobraża sobie (choć być może nie uświadamia), że jego wewnętrzna figura „dziadka” żąda od niego niezłomności w agresji. I ten plan realizuje- oczywiście, nieadekwatnie do rzeczywistości, która jest inną rzeczywistością niż rzeczywistość, w jakiej żył dziadek. Ot, humoreska.

Tak, to zabawne, i „dorośli” to robią. Bo mniej zabawnym byłby wysiłek by taki wyobrażeniowy punkt odniesienia z własnej głowy wyrzucić, pominąć go. Zniszczyć w sobie punkt odniesienia do trwożliwego pytania „czego inni ode mnie chcą?”, „jaki mam być?”, „co mam robić?”.  Porzucić domysły „czego on ode mnie chce” na rzecz zbadania „czego ja chcę- tu-i-teraz”. Przestać mówić do swoich „przodków”. Przestać mówić to, co ten „przodek” chciałby – w naszych fantazjach – usłyszeć. I przestać mówić z pozycji „przodka” do „potomnych”. Czy zalękniony tarczyńskopodobny „dorosły” miałby coś do powiedzenia wtedy – od siebie? Wątpię.

Tomasz Olchanowski raz jeszcze na blogu:

Mądrość wyrasta (o ile damy jej na to szansę) nie z zaświatów, z abstrakcyjnych idei, ale z naszych ran, urazów, słabości i cnót. A to znaczy, że musimy odnaleźć autorytet i nauczyciela nie na zewnątrz, lecz wewnątrz siebie. Autorytet zewnętrzny związany jest z przeszłością i jest na ogół człowiekiem, który niegdyś rozwiązał własny problem. Natomiast nasze niepokoje i lęki, choć wykazują związek z tym, co wczorajsze, to jednak stanowią dla nas  wyzwanie w aktualnej chwili i tylko my, my osamotnieni, jeżeli pragniemy się samourzeczywistnić, powinniśmy podjąć trud trwania poza wszelkimi iluzjami. Niemniej z mądrości naszych przodków warto czerpać wskazówki, lecz nie należy ich traktować jako gotowe recepty na wszelkie bolączki.

Nie lubię narracji „przodków”, bo dławi. Bezpieczne zawieszenie się na „przodkach” zagłusza faktyczną jednostkową pustkę, samotność i rozpacz- doskonałe punkty wyjścia do ważnych pytań: kto mówi we mnie? Co mówi przeze mnie? Do kogo mówi? Kim JA jestem i co JA mówię? Czego JA pragnę? A bez tych pytań- pozostaniemy dziećmi dużymi takimi jak tkwiący w piaskownicy pan Tarczyński.

Tomasz Olchanowski "Duchowość i narcyzm" , Eneteia, Warszawa 2006

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *