Polak, szynka i zombie

Zdarzyło mi się to wielokrotnie (z pewnością innym również), że ktoś w rozmowie -przy całej śmieszności  – uzurpował sobie prawo wyrzucania mnie poza symboliczną wspólnotę narodową.  „Nie jesteś Polką”, dowiadywałam się, „pakuj się do Izraela/Szwabów, na Madagaskar”, „Tylko prawdziwi Polacy”, „Prawdziwy Polak może, robi, nie robi…” Ba! kiedyś ktoś mi powiedział na australijskiej plaży „prawdziwi Polacy nie szwędają się i siedzą w domu” . Brzmi znajomo?

Takie etykietowanie nie jest modą odgórną, choć są tacy, którzy w to chcą uwierzyć. Raczej rząd nasz jaśnie nieoświecony wpisał się w sposób myślenia wielu osób. Hitler przecież nie „porywał tłumów”. To raczej tłumy znalazły w nim ucieleśnienie swoich konceptów. Jego usta mówiły językiem grupy. Inaczej Hitler pozostałby w pamięci nielicznych jako mierny malarz borykający się z problemami jelitowymi.

Zdaję sobie sprawę, że tożsamość narodowa dla wielu jest święta i oczywista.  Nie poddana refleksji żadnej. „Polska”  funkcjonuje w niektórych umysłach jak konstrukt/projekcja „Bóg” i traktowana jest jak niepodważalna, najrzeczywistsza rzeczywistość choć jest tylko kategorią umysłu, memem.

Ja o sobie mogę powiedzieć tylko tyle, że jestem człowiekiem, żyję (być może) na planecie trzeciej od Słońca, i w tym życiu energia wcielona w ciało, jakiego używam, rozwija się w dekoracji zwanej „Polską”. Co znów nie znaczy, że ta dekoracja jest mi obojętna. Nie chcę na przykład, by dominował w niej „naród” zamiast „dobra wspólnego”, jedność zamiast jednostki. Nie chcę też by stała się czarna czy brunatna- wbrew tym, którzy lekceważą problem udając głupich i ślepych.

Podporządkowanie się jednostki narracji narodowej, budowanie swojej tożsamości na narodowości/genach/narodzie/oczach błękitnych i nieświadome przeżywanie własnej kultury jako oczywistej (a nie względnej, jednej w wielu możliwych) wydaje mi się niszczące. „Polska ” nie istnieje poza naszymi głowami ani też w niebiesiech, nad nami. To dekoracja w jakiej rozgrywa się nasze jednostkowe, subiektywne życie. Dla słabszych staje się -niestety- organizującym subiektywność totemem. Wiem, wiem, nie jest to narracja „prawdziwego Polaka”, ale cóż ja na to poradzę?

Narracja „prawdziwy Polak” kojarzy mi się z … szynką. A raczej wzorcem „szynkowości”. Nie dlatego, że „prawdziwy Polak” musi wielbicielem wieprzowiny być . „Szynkowość” to idea w naszych głowach, wyobrażony koncept, który materializujemy sobie w postaci kawałka różowego plastiku, grającego w reklamie „idealną szynkę”. Słowo staje się ciałem. Oczywiście, pierwowzorem- niedoskonałym – pozostaje jakieś kulturowe, atawistyczne wspomnienie. Słowo żyje, ale nie żyje rzeczywistość, bo to co nazywamy „szynką” tą szynką nie jest- choćby dlatego, że nie ma świni, której na tyłku wyrastałaby tkanka pełna soi GMO i wody z konserwantami. „Szynki” w zasadzie nie ma- jest super szynkowość zaklęta w plastik na potrzeby uwodzenia lub pseudo-szynka. Człowiek żyje w słowie i umyśle nie w realu.

Podobnie jest z „prawdziwym Polakiem”. Nie odnosi do rzeczywistości. „Prawdziwy Polak” to plastikowa „polskość”, ideał „polakości” lub etykieta, która donikąd nie odnosi. W dodatku niespecyficzna: wszyscy zamieszkujący obszar „Polski” są prawdziwi a jednocześnie „prawdziwego Polaka”… nigdzie nie ma.

Jasne jest więc dla mnie, że jeśli ktoś używa tego pustego pojęcia, to wcale  nie chce się dogadać. To nie na potrzeby konwersacji, wymiany myśli, to wymyślono. Określenie funkcjonuje jako obelga lub określenie wzorca osobowościowego. Pusta etykieta dzieli grupę, ale to tylko skutek uboczny.  Buduje to, co dla ego najważniejsze: odmienność.  Jej zadaniem jest budowa jednostkowej, fałszywej tożsamości, samo-określenie ego miotającego się między dziecięcym lękiem a dziecięcym pragnieniem wielkości. My, prawdziwi Polacy lub wy, „prawdziwi Polacy”. Narracja narodowości miękko kładzie użytkownika  w stereotypach, odpocząć można od uważności na drugiego, empatii i myślenia. Etykietka „narodowa” (tak jak i „psychologiczna”) i voila, już świat staje się jasny i coś wiemy o sobie i człowieku obok-bez męczącej introspekcji.  Oto głupi Francuz bez widelca, to znów chciwy Żyd a obok  „muzułman” z „pierwotniakami”. Ego zyskuje lustro, przyjaciela lub wroga, co jest czystym błogosławieństwem. Neurotyk zagnany w kąt niezrozumienia nagle dostaje klucz do przejrzyście, logiczne urządzonego pokoju. I świat w  umysłach staje się jasny.

Choć nierzeczywisty.

Ale jest coś w „prawdziwym Polaku” więcej, coś nieśmiałego. To próba – oczywiście niezdarna, nieświadoma i kontrproduktywna – stworzenia  wspólnoty.  To wyraz nieświadomej tęsknoty za grupowym poczuciem bezpieczeństwa. Żeby tak sami swoi… Od 1989 roku idea solidarności wyparowała (być może jest niemożliwa a z pewnością niemożliwa u neurotyków, którzy odkopują os siebie tych, których miłości pragną). Jednak tęsknota za „wspólnym domem” pozostała w tyle głów, nie pielęgnowana od trzech dekad. I tyle nam zostało z tamtych lat, gdy Panna S była sentymentalna: niedojrzałe i nieprzepracowane pragnienie urawniłowki, jedności i wsparcia wracające dziś w postaci demona lęku i namiętnego wykluczania wszystkich przez wszystkich.

Jak się tęsknoty zamknie w szafie to wyłażą jako zombi.

 

 

 

2 myśli na temat “Polak, szynka i zombie”

  1. Już w starożytności ktoś zadał pytanie w kontekście demokracji(chyba jeden z wielkich filozofów greckich)” Dlaczego głupia większość ma rządzić mądrą mniejszością?” Bardzo fajne spostrzeżenie z Hitlerem. Ciekawe jest też to, że przez całą swoją drogę edukacji nie spotkałem się w szkole z podobnym przekazem. Starano się nam wpajać jakieś patriotyczne wartości, wspominano i ofiarach, okropnościach wojny. Ale nikt jakoś specjalnie nie chciał skupić się na tym, że takie zjawiska powstają przez lęk i nienawiść w czystej postaci i postawy, które z tych emocji wynikają, jak nacjonalizm, homofobia, brak tolerancji dla odmienności w jakiejkolwiek postaci. Natomiast pozytywną rzecz jaką wyniosłem ze szkoły to był cytat „Historia magistra vitae est” Obawiam się, że jestem jednych z nielicznych. I boję się również następstw nastrojów, które zaczynają panować w naszym kraju. Nie u wszystkich, ale również spotkałem się wieloma określeniami jaki ten prawdziwy Polak ma być. Ludzie bardzo lubią jątrzyć, rozjuszać się na wzajem. Siać zamęt i strach, ale to prowadzi do agresji, a jestem ciekaw czy Ci wszyscy prawdziwi Polacy w razie konflitku zbrojnego jak jeden mąż stanęli by murem w obronie polskiej ziemi i polskich domów tak jak zrobili to nasi dziadkowie czy pradziadkowie. Nie wiem czy jestem tym prawdziwym Polakiem, ale czuję się po prostu Polakiem. Urodziłem się w tym kraju, jest dla mnie piękny, lubię Polską historię, bo jest dla mnie bardzo niesamowita, ale to tylko historia, kocham naszą przyrodę, fakt, że mogę wypowiadać się swobodnie w naszym języku, ale kiedy słyszę określenia „ciapaty”, „pedał” ,”szwab” jest mi wstyd. Trochę mi doskwiera fakt, że z niewieloma osobami mogę porozmawiać o faktycznych zagrożeniach terroryzmem, obecnej islamizacji Europy skąd wziął się taki stan rzeczy i jakich rozwiązań szukać. Zamiast tego bardzo często słyszę gromkie wypierd….

    1. Założeniem tego bloga jest to, że wszystko rodzi się w ludzkim umyśle.Jestem pewna, że ci co tak „Polskę szarpią deklinacją” nie będą jej bronić, bo odgrywają jedynie swoje kompleksy i problemy na zewnątrz za pomocą symboli. Bieganie po lesie i hajlowanie nad torcikiem ze swastyką, bynajmniej nie aryjską, chińską ani słowiańską, może wydawać się z boku śmieszne, bo faktycznie śmieszne jest. Ale aż strach się bać co ci ludzie mają w głowach… Polska nie Polska, Polak nie Polak- myślę że im więcej będziemy gadać o tym co mamy w głowach a mniej o zbiorowych totemach i symbolice tym lepiej. Wielkimi słowami porozumieć się nie da wcale, jak pisał Kaczmarski. Więc własna głowa, praca nad nią, i refleksja. Taka recepta, przynajmniej dla niektórych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *