Dzikie

Na moim miejskim podwórku zaczyna się fala wycinania starodrzewu. Preteksty są różne: drzewa są niebezpieczne, rzucają się na przechodniów, demolują samochody, włażą do okien, kiedy nikt nie patrzy… Gdy oponuję przeciwko wycince, słyszę : „ojejej, a czy weźmie pani odpowiedzialność jak komuś się coś stanie?” Argument antropocentryczny gębę ma mi zamknąć. Nie zamyka. Więc pada przebiegłe „a jest tu pani zameldowana, jest pani właścicielem?” Nie jestem, więc – jak się okazuje – do gadania nic nie mam. Niezameldowana tu przecież nie oddycham, nie żyję, nie chodzę ulicami, nie oglądam widoku za oknem. W narracji administracyjnej mnie nie ma.

Ale w mojej blogowej przestrzeni wolności zastanowić się mogę, czemu ludzie wokół mnie tak nienawidzą i boją się drzew. W ogóle „dzikiego”, samopas puszczonego, co gałęzie rozwija jak chce, ponad płotami, chodnikami i parkingami, gdzieś mając ludzkie plany zagospodarowania.

Wycięliśmy „dzikie” z indywidualnej duszy a co za tym idzie- ze zbiorowej narracji i otoczenia. Świat ma być na naszą miarę, na zasięg ludzkich rąk, na nasz wzrost- „zieleń” oznacza trawnik i przycięte krzaki, które można ogarnąć wzrokiem. Brak wewnętrznego kontaktu z „dzikim” skutkuje wyparciem potrzeb ciała i akceptacją toksycznego świata: siedzącego trybu życia (siedzenie gorsze niż palenie! a zmuszamy do tego dzieci w szkołach), akceptacją żywności bez wartości odżywczych-wyhodowanej na martwej, zapaskudzonej pestycydami glebie, akceptacją rakotwórczego powietrza, skażonej chemią wody, przestrzeni zabrudzonej hałasem i wymuszonym kontaktem z innymi, ciemności zanieczyszczonej sztucznym  światłem, niebezpiecznych dla zdrowia substancji używanych w budownictwie… Wyrzucenie „dzikiego” to także współczesna estetyka, ogrody ze żwirkiem, tujami i topiarami, obsesja czystości, obsesja kontroli czy pięknie rozwijająca się u nas propaganda jednomyślności i jednorodności. Świat bez odrobiny „dzikiego” to świat bez wyobraźni.  Życie w bańce wymyślonych opowieści zamiast zanurzenia w rzeczywistości, gdzie są ograniczenia i konsekwencje.

To „dzikie” w duszy jest nieuświadomione, więc i dla ego niebezpieczne, dobija się do świadomości różnymi nieprzyjemnymi sposobami.  Na przykład obrazem „niebezpiecznych drzew”. Szał wycinania tego co wolne i dzikie pod pretekstem „bezpieczeństwa”- czyż to nie piękna analogia do obecnych czasów w tym kraju? Polacy mieli kilka lat „dzikiego”: dzikiego PRLu, dzikiej walki o byt, dzikiego rynku, dzikiego kapitalizmu, dzikiej reprywatyzacji. Wahadło dziejów leci w drugą stronę- stłamszenia „dzikiego”. Czy i kiedy osiągniemy jako zbiorowość punkt równowagi-nie wiem.

Wracając na moje podwórko: tylko mieszkańcy mogą położyć tamę administracyjnemu szaleństwu. Jednak jeśli chodzi o głębszą refleksję na mieszkańców nie liczę, choćby dlatego,  że samochody pod wybranym do egzekucji drzewem parkują i to im widok przesłania. Pani administrator też nie wie co czyni,  przekładając symboliczne nad realne i zracjonalizowane nad nieświadome. Choć tak, wiem, słowami Nowaka, i ” święci i oni smucą się w cieniu tej samej jabłoni”(Krajobraz z wilgą i ludzie”). Oni niestety zdają się tego nie wiedzieć.

A buk przeznaczony do wycinki żyje sobie niezameldowany z dala od ludzkiej paplaniny i cieszy się każdym dniem na swój buczy sposób .  Uczy sobą ludzką hołotę lepiej niż mistrzowie zen. Niestety pechowiec, bo pecha ma wszystko i wszyscy, gdy stają się lustrem, pojemnikiem projekcji bezrozumnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *