Dzieci śnią pod choinką

Jed McKenna (w Polsce raczej nieznany a zasługujący na popularyzację, więc na blogu będzie gościł, choć… nie istnieje) ośmiela się niszczyć nasze pretensje do wielkości twierdząc, że ludzie są dziećmi dużymi, zatrzymanymi w rozwoju na etapie szkoły podstawowej. Czym jest powszechne Człowiecze Dziecięctwo? Wiarą w oddzielenie ego, w swoją ważność, w realne istnienie naszych postaci, ról, nazwisk, wartości, narodów. Agresją podbudowaną lękiem i pragnieniem akceptacji. „Swoim” kontra „ich”. Wiarą w istnienie zewnętrznego, niesterowalnego świata i Kogoś, kto może zrobić nam coś złego lub dobrego. Wiarą w przeszłość czy przyszłość przy ślepej plamce zasłaniającej teraźniejszość. Gdy dorosłe dziecko mówi o szczęściu (a mówi często, jakby to było ważne) myli uparcie Życie ze swoją narracją i sytuacją życiową. Oto jest rzeczywistość przeciętnego człowieka niezdolnego do zgłębienia pytania kim naprawdę jest. „Funkcjonowanie w świecie” i stany odurzenia indukowane społecznie, od religii po miłość, sprawiają, że nie chce nam się pytać, pytać siebie, do głębi, do przeraźliwej pustki i wstrząsających odpowiedzi. Człowiek żyje na poziomie bajki, którą bierze za rzeczywistość. Więc pytaj kim jesteś, oddzielaj prawdę od dziecięcej wiary, zabij autorytety, podpowiada żarliwie McKenna, ale z drugiej strony ostrzega: jeśli śnisz fajny sen, to po co się budzić? Uważaj, dorastanie – wyjście z teatru cieni i iluzji- boli,  nie jest dla wszystkich.
Więc ze strachu przed bólem i wolnością śnimy bajki, jak dzieci.

Nie ma chyba lepszej ilustracji stanu Ludzkiego Dziecięctwa niż szaleństwo okresu  okołoświątecznego. Nie dlatego, że odkrywamy -jak to psycho gadają- „wewnętrzne dziecko”, ale dlatego, że nasze narracje  dowodzą, że nigdy nie dorośliśmy.

Astronomiczne cuda na niebie, w narracji bożonarodzeniowej zignorowane zresztą, stają się przyczynkiem do wspólnego podtrzymywania iluzji wszelakich. Mamy iluzję Początku i Zbawcy- wiarę, że oto symbolicznie (dla niektórych realnie) na zewnątrz pojawia się Ktoś, kto Kocha i zapewni Zbawienie, czy to rabbi Joshua czy Wstające Słońce. Choć bohaterowie zwą się różnie, opowieść jest ta sama – to pragnienie dziecka szukającego kochającego rodzica (a o czym innym dzieci mogą bajać?). Oczywiście, homo sapiens inteligentny jest, ale nie mądry, więc bajka bożego narodzenia pęcznieje appendiksami i staje się nawet „naukowa”- stąd mamy teo-logię i różne interpretacje rzekomego małżeńskiego pożycia niejakiego Józefa i Marii. Mamy też bezrozumny wątek oddzielenia boskości od człowieczeństwa. I -jako punkt skupienia- ozdobioną, martwą choinkę, o ironio!, w roli Drzewa Życia, axis mundi, choć nikt głośno o tym nie opowiada. Mamy iluzję tradycji, wspólnoty narodowej, bo my, Polacy, Słowianie, Sarmaci, Ślązacy, Warszawiacy, Kowalscy (wstaw dowolnie) od dawien dawna i w ten sam sposób celebrujemy, choć w różny od tego co robią Nowakowie, Kaszubi czy Niemce… Mamy naiwne bajania o pojednaniach, „czasie miłości”, „rodzinnym święcie”, co w realu jest czystym rozczarowaniem i każdy to wie, bo przecież ludzie rzadko gadają ludzkim głosem.   Mamy też wątek cierpiętnictwa, poświęcenia, rodzinnych zadr i pretensji, równie ważnych jak rzekome rodzinne szczęście  – bo  neurotyczne ego trzyma się  kurczowo cierpienia by czuć że żyje.

By złagodzić lęk, człowiek musi grać w swojej opowieści, podtrzymując życiodajne memy. Więc 24.12, choć to dzień cudów jak co dzień, na ulicach pustki a ci co marzą o nartach w Austrii, o Kilimandżaro, australijskiej plaży czy o świętym spokoju, potulnie siadają przy tzw „rodzinnym stole” i odgrywają doroczny spektakl podtrzymania bezpiecznej bańki tradycji, zmuszając się do „spokoju i radości”, choć kompletnie nie wiedzą dlaczego. Ludzie podejmują ogromny wysiłek, by zachować twarz, odegrać rolę i zjeść kulinarnie nudną kolację z kimś skonfliktowanym, obojętnym, nielubianym bądź męczącym (wstaw dowolne). Ogromny stres by poddać się presji (zewnętrznej- co powie babcia?) lub wewnętrznej (jestem złym człowiekiem (sic!), odwołałam święta z rodzicami– taki tytuł gdzieś ukłuł mnie w oczy w necie).

Tak jakby nagle wszyscy rzucili się obchodzić urodziny Królewny Śnieżki, i to bardzo na serio. Czyż człowiek nie jest zabawnym szaleńcem?

Teatr to wielki, ale teatr – przez emocje, zaangażowanie, stres i przymus- podniosły i prawdziwy.

Niech się tylko nikt nie wyłamie i nie niszczy dorosłemu dziecku wiary w świętego Mikołaja,  bo wzbudzi tym przerażenie i agresję. Przez cały rok, nie tylko w święta, będziemy  funkcjonować w teatrze: na poziomie własnych egotycznych wyobrażeń i dzielonej kulturowo symboliki, uznając to za twardą rzeczywistość.  Niepodważalna Wiara w Baję i Jedność Bajania ma być, nawet w kagańcu, nawet pod knutem.  Bez tego oparcia neurotyk traci sens, motor swojego istnienia. Ale przez ten teatr oddala się od swojej wewnętrznej prawdy i nie współbrzmi z realnym światem. Pewnie dlatego ten świat jest już bez przyszłości.

Może już czas, przed śmiercią świata, na duchowe coming outy z Teatru Baj?
A ze Świąt najbardziej cieszą się prawdziwe dzieci, bo wierzą w dosłowność bajki – i to jest znamiennie piękne.

4 myśli w temacie “Dzieci śnią pod choinką”

  1. Oj tak, hipokryzja ludzka w okresie świątecznym sięga zenitu, a przeklęty jest ten kto ją dostrzega. Bez serca i głębszych uczuć, pełen zgorzkniałości i żalu.
    Przecież święta to czas magiczny, czas miłosierdzia pojednania, przyjaźni i miłości. Naprawdę warto się zastanowić dlaczego trwa tylko dwa dni. Chociaż marketingowcy marzą o całym miesiącu sielankowej atmosfery od momentu, gdy z półek sklepowych zostaną wyprzedane ostatnie wspaniale zdobione znicze.
    zdaję się, że przestaję śnić tym snem. I faktycznie chociaż mój, nie był specjalnie fajny, to wybudzanie i tak boli i to cholernie, boli każdym zakamarkiem umysłu i częścią ciała. Ach strach pomyśleć co by było gdybym śnił trochę lepszy sen. Może nie chciałbym się nigdy obudzić, chociaż i tak desperacko chwytam się resztek złudzeń. Bardzo ciężko jest się pogodzić z tym jak jest, a jeszcze trudniej obwieścić tę prawdę światu.
    Muszę też dodać, że kiedy człowiek zacznie szukać innej drogi musi być przygotowany na samotność, na dzielącą go przepaść z innymi, brak zrozumienia. Trudno się z tym uporać, nic dziwnego, że tak trudno jest dorosnąć.

  2. To nasze cholerne ego nie pozwala nam uciec z ludzkiego teatru. Ale większość ludzi uwielbia gierki ego i nigdy nie dorośnie . Nie jest łatwo jest znaleźć drogę wyjścia z teatralnej gry , ale warto próbować , bo życie w kłamstwie jest cierpieniem przynajmniej dla mnie.

    1. Myślę, że ucieczka może być tylko indywidualna i mówienie sobie „większość ludzi” ten prosty fakt przesłania. Niech sobie tam „większość ludzi” robi co chce… Podobnie jak „cholerne ego”-to tak, jakby była jakaś siła zewnętrzna, jakiś bóg, co rządzi a my jak te pacynki. Ego jest częścią naszego umysłu a nie cudzego a robienie z niego „cholernego” je tylko wzmacnia. To tylko rola w teatrze, warto popatrzeć. 🙂

  3. Mój sen, też nie był specjalnie fajny. Ale był, a teraz patrzę na ręce na klawiaturze i nie wiem. To jest chyba jakoś zakodowane, czujesz od zawsze to niedopasowanie, że coś tu nie gra, że nie może o to chodzić, za czym wszyscy gnają. o co tyle zachodu i po co to wszystko. Jako dziecko już wiesz, tylko inaczej wiesz, niż to że słoń jest duży. Wchodzisz w rozwój duchowych, jak desperat chwytasz się brzytwy, może tam siebie odnajdę, może jestem kosmitą i pomyliłam planety, przeniosę się kanałem astralnym do swoich. a tu znowu bęcki, tego też nie kupuję, nie dlatego że nie chcę, właśnie bardzo chcę,a nie mogę. wtedy do mnie dotarło, że nie „ja” rozdaję karteczki. „Ja” to karteczka…Samotność oceanu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *