Pewność ciosu

Z azjatyckich podróży pamiętam zasady ruchu drogowego. A raczej- w moim europejskim mniemaniu- ich brak (no, oprócz Singapuru). Watahy skuterów zalewały chodniki Sajgonu w godzinach szczytu – i nagle szłam w ławicy zwinnych hond. Pamiętam chińskie autostrady, przez które pomykały ciężarówki, między którymi kręciły się białe limuzyny z przyciemnionymi szybami, ostatni krzyk mody wtedy, którym drogi nikt nie śmiał zajechać. Tajskie wyścigi autokarów z ciężarówkami i umykające przed nimi samochody osobowe, wszystko w ostrzegawczym ryku klaksonów. Prawo dziobania na drogach w Kerali, autokary wymijające motorowe ryksze gdzieś na serpentynach Gór Cynamonowych. Nikt pieszemu na pasach nie ustąpił. Pamiętam pokorę, z którą czekałam na swoją kolej, a potem szłam, trzymając się przy tym równo z obeznanym tubylcem, ciężarówka za ciężarówką, pas za pasem, pomału, płynnie – by kierowca mógł wyliczyć jak nas ominąć.

Na sile i wymuszeniu system ten budowano. Prawo głośniejszego i większego. Każdy znał swoje miejsce w szeregu. Uszanowanie rangi dawało szansę na przeżycie. Bo, o dziwo, krew się powinna w takich warunkach lać a się nie lała.

Takie mam, dalekie bo azjatyckie, skojarzenia z obecną postpolityką. Przemoc może być odpowiedzią na chaos, poczucie zagrożenia i wynikającą z tego potrzebę pewności i jasności. Cios od silniejszego padnie z pewnością – oczekiwanie na cios lub dumanie, kto może być agresorem jest nie do zniesienia. Układ siły, przewaga silniejszego, daje poczucie pewności, nie wymaga od nikogo myślenia ani zaangażowania. I chyba oczywisty jest, przynajmniej dla 50% społeczeństwa kraju, w jakim przyszło mi żyć w obecnym wcieleniu. Nie ma zbędnych sporów, kończą się dyskusje i chaos, subtelności, uprzejmości, układziki, różnorodność. Szeroka morda ciężarówki i głośny klakson- i do przodu. Póki krew się nie leje obficie i krzyk nie idzie pod niebo, nie ma problemu, układ jest funkcjonalny.

I myśl smutna taka, że w takiej bajce jedynie większa ciężarówka, głośniejszy klakson, zmieni porządek dziobania. Pytanie czy właśnie taką bajkę, azjatycką, przemocową, chcemy sobie opowiadać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *