Rzekoma ofiara patriarchatu

Historia Szydło, może być historią o tym, jak patriarchat obchodzi się z kobietami“ twierdzi Kazimiera Szczuka. Obawiam się, że nie jest to adekwatne ujęcie sprawy. To nie patriarchat „się obchodzi“, to pani Szydło przyjęła świadomie rolę, jaką zagrała w tym pięknym spektaklu. Nikt pani Szydło nie zmuszał wyłamywaniem palców do łamania konstytucji, nikt nie przypalał papierosami, by bezczelnie kłamała przez obywatelami ani też nikt szantażem nie kazał robić z siebie kretynki na forum europejskim. Nikt też nie zapisał jej z branki do PiSu ani nie rzucał siłą na kolana przed biskupami. Pani (już wice)premier ma zdolność samorefleksji, rozumienia, gry i wyboru, co w komentarzu K. Szczuki umyka.

Niegdyś dla lewicowych feministek ikoną pt. Naczelna Ofiara Patriarchatu stała się osławiona Mama Madzi (tak piszę, bo to raczej figura niż Katarzyna W.). Kuriozalne, bo doprawdy nie ma związku między psychopatią, nawet w kobiecym mózgu, a patriarchatem.

Opowieść feministyczna szuka ikony, by wbrew naturze zjednoczyć kobiety w rzekomym siostrzeństwie. Zjednoczyć kobiet pod jednym sztandarem nie można (o spektakularna porażko Partii Kobiet!) ani też nie ma jednego totemu. Podziały są głębokie, ekonomiczno-społeczne. Nie będzie feministyczną ikoną pracownica magazynu, nie będzie także menedżerka czy członkini zarządu. Bo to są różne galaktyki. Brak w opowieści kobiecej wspólnego mianownika. Scalanie wokół „złego patriarchatu“ i „złych mężczyzn“ budzi już uśmiech politowania.

Opowieść feministyczna krąży więc wokół najbardziej scalającego motywu: „Ofiary“. Ofiara nie do ruszenia jest, święta pańska, sama dobroć, nic od niej nie zależy, spoczywa w swojej bezradności jak na poduchach. W narracji feministycznej mama Madzi została „zmuszona“ do urodzenia niechcianego dziecka a potem okoliczności „zmusiły“ ją do morderstwa i zrobienia spektaklu. Pani premier, choć ponoć tak pracowita, została „sponiewierana przez patriarchat“, „wykorzystana ale nie czczona“. Kobiety są w tej bajce bierne; zły męski, aktywny świat robi im krzywdę, choć tak naprawdę to człowiek człowiekowi wyrządza krzywdę i każdy dba o swoje jak umie, zarówno kobiety jak i mężczyźni. I każdy też jest ofiarą swoich iluzji i swoich nieświadomych światów.

W mitach i terapiach, Ofiara czeka na Wybawcę, ale sama może zamienić się tylko w Mściciela, Kata lub Terrorystę. Zamrożona, wyparta, „ciemna“ energia Ofiary właśnie w tych figurach znajduje ujście. Ofiara ma daleko do przemiany w Bohatera, który AKTYWNIE, ŚWIADOMIE i DOBROWOLNIE oddaje siebie w ofiarę, a rezultatem jego wyboru jest dojrzewanie psyche, pokonanie własnej, wewnętrznej słabości. Bohater działa z miejsca siły a nie słabości w opresji. Kazimiera Szczuka przedstawiając premier jako bezwolną ofiarę patriarchatu (a nie świadomego konsekwencji uczestnika cynicznej rozgrywki) po stronie tego patriarchatu, agresora, prezesa, staje. Utrzymuje ją w roli ofiary, bo dla feministek przyznanie, że kobieta może być głupia, zła czy cyniczna bez względu na organizację społeczną to spory dysonans poznawczy, nie do pogodzenia z „siostrzeństwem”.

W opowieści feministycznej brakuje mi motywu kobiecego samostanowienia i przyjęcia konsekwencji własnych wyborów. Ta bierność ofiary, ta opowieść o wiecznej opresji, dopóki na sztandarach, nie służy temu, by lewicowy feminizm wstał z kolan.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,130517,22757098,tak-pis-traktuje-kobiety-szydlo-byla-wykorzystywana-ale-nie.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *