Nie ma nikogo

Zwolennicy PiS wydają się być organicznie niezdolni do koalicji i gloryfikują samotną beznadziejną walkę ze wszystkimi. „Dobra zmiana” to w zasadzie rewolucja mniejszości z samonapędzającą się paranoją. Narracja „Zmiany” – w jej drobnym fragmencie, oczywiście – przywodzi mi na myśl coś znanego już i przerabianego: inicjację bohatera w wydaniu chrześcijańskim. Bohatera specyficznego, dla którego punktem odniesienia nie jest wspólnota. W tej opowieści żaden nawrócony Głupi Jasio nie wraca mądrzejszy z dalekiej podróży i nie pracuje w cichości dla dobra całej wspólnoty. Punktem odniesienia w tej narracji, pivot, jest figura boga wymagająca porwania więzi rodzinnych, dotychczasowych obyczajów, układu, koalicji, pracy. Chrześcijańskie bohaterstwo to bohaterstwo samotności. Wymaga wyrzeczenia się dotychczasowych relacji („oto matka twoja”, ofiara ojca z syna) i stworzenia nowej duchowej wspólnoty ludzi samotnie dialogujących z bogiem (Kościół jako Matka, ruchy monastyczne). Bóg rozlicza grzechy indywidualnie, nakazuje by iść „za Nim” i „wyrzec się siebie”. Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”. Mamy wizję skażonej, bezwartościowej materii. I Szatana, który podstępnie niszczy nie tylko ciało ale zwłaszcza duszę.

U podstawy  „dobro-zmianowej” narracji leży być może założenie „nie ma nikogo – oprócz oceniającego i karzącego boga”. Wszelkie polityczne popisy są dla Siły Wyższej. To bóg ocenia, jest sędzią, jego oczy śledzą poczynania jednostki. Nie oceniają bliźni, „opinia publiczna”, „historia”. Relacja z innymi nie jest pozioma, bezpośrednia jak między równymi sobie współziomkami, a pionowa, z figurą boga, który stoi wyżej niż samotny bohater. Chrześcijanin-bohater widzi człowieka obok poprzez swoją wizję boga (czytaj  poprzez swój umysł, poprzez swoją projekcję, która zwie bogiem). Jego relacja z bliźnim przeżywana przez pryzmat pionowej relacji z bóstwem. Bliźni- sam w sobie jako ostateczna wartość-nie istnieje.

Przekaz chrześcijańskiego bohaterstwa jest złagodzony przez jednoczesne „wyrzeczenie się siebie”, „pobożne zjednoczenie”. Bo dla uważnych przekaz „nikogo nie ma” odnosi się także do podmiotu, wskazuje na pustkę jego ego, na Ja jako zespół miałkich i zawsze nieadekwatnych konceptów. „Tu wszystko mija/ Trwa tylko Bóg”, pisała Teresa z Avili.

Jednak gdy wizja „nikogo nie ma” spotyka się z głębokim przekonaniem „tylko ja jestem” lub „tylko ja jestem wobec boga” to już początek katastrofy. Pychy.

I to właśnie obserwujemy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *