Błękit oczu twych

Obejrzałam sobie na youtubie filmik młodego człowieka traktujący o słowiańskim dziedzictwie Polaków. Klasyka, jak ktoś w temacie, to wie. Było o wazie z Bronocic, kulturze łużyckiej, słowiańskiej haplogrupie R1a1, indyjskich braminach, kulturze jasnookich Ariów; o Scytach i Sarmatach, o Ślęży i zakorzenionym (rzekomo) w genach prawdziwego Słowianina uwielbieniu przyrody. I w kółko o tym, że oni jeszcze nie (jazda, koło, wozy, sery etc etc) a nasi- już tak i byli w tym świetni.

Jacyś oni w tle i  My, Nasi czyli ci mądrzejsi, jaśni.

Obrazki piękne, zwłaszcza niebieskookich dzieci i dziewcząt, jak z folderu reklamowego. Byłam pod wrażeniem tego błękitu.

I pomyślałam ze smutkiem, że to już było. Było już o genach i niebieskookiej rasie, o ich wyjątkowej wiedzy, o ludach niewiedzących podbijanych przez tych co wiedzieli,  było o waleczności i o potędze Natury. Było o tym, że My to My, pełnokrwiści, genetycznie zjednoczeni mimo głębokich podziałów,  genetycznie mądrzy mimo głupoty. A oni to oni, tacy inni, więc nieważni, więc wynocha. To była taka sama opowieść i pojawiła się w takim samym momencie historycznego rozwoju jak ta sympatycznego jutubera. Gadali o tym ludzie upokorzeni swoją słabością, bezradnością, niewiedzą, chaosem pseudo-demokracji, różnorodnością i odcięci od Natury. Gadali tak właśnie, zanim opowieść zawładnęła nimi i połową ogarniętego pożarem świata.

Jakie to powtarzalne, jakie nudne, to wchodzenie w faszyzm. Zawsze mi się wydawało, że faszyzm „wybuchł” a tu takie łagodne, takie jasnoniebieskie, takie estetyczne przesączanie, że prawie nie widać.

Zaśnijże już

i oczka swe zmruż.

Są czarne,

a szkoda, ze nie są niebieskie.

Wołałabym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *