Wszyscy (prawie) cierpimy na syndrom DDA

…Czyli o wyższości indywidualnej narracji nad pop-psychologicznymi etykietami:

Zabierając się do tego tematu wystraszyłam się podejrzenia, że nie uszanuję czyjegoś cierpienia. Umówmy się: rodzina alkoholowa nie jest najlepszym środowiskiem rozwojowym.

Nie jest moją intencją zaprzeczanie problemom kogokolwiek czy zniechęcenie do szukania wsparcia w przypadku emocjonalnych kłopotów. Nie o to chodzi. Po prostu zastanówmy się nad zjawiskiem DDA.

Na hasło „Dorosłe Dzieci Alkoholików” czyli DDA wyszukiwarka google wyświetliła mi około 125 000 wyników (w imponującym czasie 0,22 s). Po wpisaniu „syndrom DDA” ukazuje się ok 58.000 stron. W większości to propozycje terapii, są artykuły [np. z akcji Gazety Wyborczej czy Charakterów) , blogi, fora, recenzje książek. I wielki pojęciowy bałagan. DDA to według niektórych wszystkie osoby, które wychowały się w rodzinach alkoholowych. Według innych, tylko te osoby, które mają określone objawy i dopatrują źródła owych w dzieciństwie spędzonym w domu alkoholowym. W worku pt„DDA” mieszczą się „zaburzenia”, „choroba”,„dysfunkcyjne schematy poznawcze”, „nieaktualne strategie radzenia sobie”, ruch samopomocowy na wzór AA, psychoterapia indywidualna i grupowa. Także „syndrom DDA”, czyli zespół cech czy objawów charakterystycznych dla osób dorosłych, które wychowały się w rodzinach alkoholowych. Lista owych cech ma obejmować m.in: niepewność co to „normalności”, nieodpowiedzialność lub nadmierną odpowiedzialność, wyczulenie na potrzeby innych, pragnienie akceptacji i strach przed bliskością, lojalność, skłonność do kłamstwa, kłopoty z przeżywaniem radości, strach lub agresję wobec autorytetów, wyobcowanie, impulsywność lub nadmierną kontrolę etc.

Problem w tym, że w świetle badań jest to syndrom, który … nie istnieje. Co więcej, wysoce prawdopodobne jest, że większość z nas odkryłoby w sobie zespół cech Dorosłych Dzieci Alkoholików. Bez względu na to czy wzrastaliśmy w rodzinie alkoholowej czy nie.

W 1992 roku Kenneth Sher, profesor Universytetu Missouri-Columbia, z zespołem, przeprowadził badania na wybranej próbie 224 amerykańskich studentów. Badani mieli wybrać najbardziej trafny spośród 4 profili opisujących min. ich osobowość. Dwa profile zawierały opisy cech Dorosłych Dzieci Alkoholików bazujące na wnioskach terapeutów czyli „syndrom DDA” (np. zgadywanie co jest normalne, brak odpowiedzialności lub nadodpowiedzialność, pragnienie akceptacji). Dwa pozostałe zawierały opisy „horoskopowe”, tzw oświadczenia Barnuma (ogólniki typu :”Jesteś spokojny ale czasem zdarza ci się zdenerwować-wg zasady „dla każdego coś miłego”). Nie dziwi mnie, że 79% DDA i 70% nie-DDA uznało, że profile uogólnione dobrze opisują ich osobowość. Tak czuje z pewnością wielu czytelników horoskopów, które opierają się właśnie na efekcie Barnuma. Ale co zdumiewające: 71% DDA i aż 63% nie-DDA wskazało opis cech DDA jako trafny w odniesieniu do siebie. Przeszło trzy piąte badanych nie mających alkoholowej historii rodziny odnalazło swoje Ja w pop-psychologicznym opisie „syndromu DDA”, a sam opis okazał się tak pojemny jak gazetowy horoskop! „Syndrom DDA” wykreowany przez terapeutów i media ma taką przydatność w diagnozie Dorosłych Dzieci Alkoholików jak rzut kostką…

Oczywiście, istnieją osoby, których opiekunami w dzieciństwie byli alkoholicy, jednak wyniki badań empirycznych nie potwierdzają do tej pory istnienia w tej grupie osób spójnego zespołu cech, które można by przypisać dorastaniu w rodzinach alkoholowych. A już z pewnością -jeśli już niektóre dzieci alkoholików da się przypisać do grup ryzyka np. skłonności do depresji czy alkoholizmu -. obraz ten jest daleki od „syndromu DDA” z pop-psychologicznych poradników. Badania dają niejednoznaczne rezultaty, trudno bowiem znaleźć jeden wzorzec zachowań w tak szerokiej, zróżnicowanej populacji. Trudno też udowodnić związek przyczynowo-skutkowy między zaburzeniem w życiu dorosłym a dorastaniem w rodzinie alkoholowej: współwystępowanie cech nie oznacza przecież zależności. W badaniach Dorosłe Dzieci Alkoholików jawią się jako „nerwowe, towarzyskie i skłonne do podejmowania ryzyka”; „antysocjalne, hiperaktywne”; „mają więcej kłopotów ze zdrowiem, wysokie nasilenie małżeńskich konfliktów, wysokie ryzyko rozwodu, niskie poczucie ogólnego dobrostanu i depresje”; „mają wyższe poczucie depresji i niższe poczucie własnej wartości”; „charakteryzują się zdecydowanie niższym niż grupa kontrolna przekonaniem o możliwościach uzyskania społecznego wsparcia”.

Głos psychologów badaczy, specjalistów w tematyce alkoholizmu ginie w szumie informacyjnym.

Jerzy Mellibruda, który do polskiej świadomości termin „syndrom DDA” wprowadził i który laikom najbardziej kojarzy się z tematyką uzależnień, pisze tak: „…„syndrom DDA” to określenie, które sugeruje, że jeżeli ktoś jest DDA to występuje u niej/niego określony zbiór specyficznych cech lub zaburzeń emocjonalnych. Ta sugestia jest często nieprawdziwa. DDA to nie jest nazwa zaburzenia tylko stwierdzenie faktu, że ktoś w dzieciństwie wychowywał się w rodzinie której życie było zaburzone przez patologiczne picie rodzica lub innych opiekunów. Obserwacje kliniczne profesjonalnych psychoterapeutów których klientami coraz częściej są osoby z tej populacji oraz solidne badania naukowe pokazują od dawna, że wiele zjawisk zaliczanych do syndromu DDA u wielu DDA nie występuje natomiast zjawiska te nieraz występują u osób, które nie są DDA”.

Inny głos rozsądku: Andrzej Margasiński, badacz, psycholog, autor książek m.in. z tematyki alkoholizmu postuluje używanie terminu „tzw. syndrom DDA” i zauważa: „Paradoksem jest, iż pomimo braku uregulowanego statusu w typologiach zaburzeń psychicznych obydwa pojęcia [syndrom DDA i współuzaleznienie-dop.mój] na stałe weszły do języka, nie tylko branżowego, związanego ze środowiskami terapeutów alkoholowych i ruchu samopomocowego AA, ale wręcz do kultury masowej”.

Mam wrażenie, że sprostowania, zastrzeżenia i obawy nie zatrzymują fali popularności rzekomego syndromu DDA. Jerzy Mellibruda sugeruje terapeutom: Byłoby lepiej by nazwa syndrom DDA nie była stosowana do diagnozowania konkretnych dorosłych osób, które wychowywały się w rodzinach alkoholowych. Kenneth Sher ostrzega: „many of the popular portrayals of COA’s are clearly overgeneraalizations and have the potential to be harmful”

Pojęcie „Dorosłe Dzieci Alkoholików” żyje jednak własnym życiem i pączkuje znaczeniami. Terapeuci wiedza lepiej. Internet roi się od ofert terapii dla „osób z syndromem DDA”. A przyszli klienci robią psychotesty w internecie. I odkrywają w sobie „syndrom”, na tyle oddalony od rzeczywistości, że niewidoczny w badaniach. I na tyle nieostry i uogólniony, że rozpozna się w nim dużo osób nie mających nic wspólnego z alkoholizmem.

W procesie terapii pacjent ma się pożegnać z „etykietą DDA”.Szkoda tylko, że media i terapeuci wbrew dowodom empirycznym uparcie nie chcą się z nią pożegnać.

na podst. lista cech DDA http://www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=23&Itemid=65)Jerzy Mellibruda, Dziecięce traumy i trudne życie – nie tylko DDA

http://www.psychologia.edu.pl/blog/2011/04/07/29-dziecice-traumy-intrudne-ycie-nie-tylko-dda.html

Sher Kenneth Psychological Characteristic of Children of Alcoholics http://pubs.niaaa.nih.gov/publications/arh21-3/247.pdf

Margasiński Andrzej Współuzależnienie i syndrom DDA w kontekście teorii systemów rodzinnych Bowena, http://www.andrzejmargasinski.com/pdf/59633.pdf

Andrzej Margasiński, Koncept DDA – efekt Barnuma?; http://www.psychologia.net.pl/search.php?level=efekt+barnuma

Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio, Barry L. Beyerstein 50 wielkich mitów psychologii popularnej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *