Władza, pustka i JaJa

O potrzebie władzy i narcyzmie psychoterapeutów:

Przytaczam poniżej fragment akademickiego podręcznika (psycholodzy dla psychologów) o potrzebach terapeutów realizowanych – czasem kosztem klientów – w procesie terapeutycznym.

Jedna z popularnych opinii głosi, że zawód psychologa nęci osoby o silnych rysach narcystycznych. Fragment poniżej o potrzebie władzy i zapełnieniu pustki emocjonalnej, motywach działania osób z cechami narcystycznymi, zdaje się potwierdzać taką opinię.

Pierwsza buntownicza refleksja po przeczytaniu tekstu: Autorka poprawnie politycznie zwalnia psychologów z odpowiedzialności, bowiem to, co czynią, czynią jakoby „nieświadomie”. Jakże jest to zgodne ze współczesnym paradygmatem, całkowicie nierzeczywistym, wręcz anielskim, że człowiek po uświadomieniu sobie zła, jakie czyni, wybiera dobro. Lub inaczej: że nie jest zdolny do świadomego czynienia zła. Co jest oczywistym nonsensem, wystarczy chwila samoświadomości.

Refleksja druga: władza łączy się z wszechwiedzą, tym co nazywam „wiem lepiej”. Taki „władczy” terapeuta/psycholog często wie lepiej, co czuje klient, co powinien czuć, jakie ma intencje. To cholernie dla klienta, uwiedzionego siłą narcyzmu, niebezpieczne. Taki terapeuta zakłada: „Jestem terapeutą (coachem, doradcą), więc jeśli twój stan się nie poprawia, to już twoja wina”. Z pewnością należy uciekać przed psychologami czy terapeutami, którzy reklamują się jako odkrywcy nowych metod terapii, mają opinię „krytykowanych w środowisku”, chwalą się, że nie korzystają z superwizji lub o niej milczą a za to twierdzą, że korzystają z Mocy Nadprzyrodzonych np. bioenergii czy kart anielskich. Widać przebrnęli jakoś przez wielkie oka sieci szkoleń i superwizji i nikt za ich z zawodu nie wykluczył. Lub też i nie wkluczał.

Czytając ten fragment przypomniałam sobie także moją terapeutkę przestrzegającą (całkiem nie-neutralnie) przed psychoterapeutami mającymi parcie na szkło, w realu mającymi zasady etyczne gdzieś, czy piszącymi dla maluczkich książki typu „jak żyć”. I taka oto trzecia refleksja: żyjemy w kulturze narcystycznej promującej „czujstwo i chciejstwo” czyli egoizm, leadreship, emocjoholizm, osobiste szczęście i „spełnienie” jako najwyższą wartość, manipulację jako formę kontaktu z drugim człowiekiem czy współczesną wyrafinowaną odmianę chamstwa pt. asertywność. Bliźni zredukowany został do rzeczy, lustra, w którym przejrzeć można swoje projekcje. To kultura Ja!Ja!Ja! (ref. Osioł i Shrek), w mojej nomenklaturze zwana kulturą JaJa. W tym JaJu brakuje refleksji deontologicznej (o powinności, o tym co się „godzi” wobec drugiego) a jeśli pada słowo trud to tylko jako „trud psychoterapii” a nie trud życia. Działanie na rzecz innych? Oczywiście, ale jakże egoistycznie umotywowane osiągnięciem własnego szczęścia. Czy uznajemy to wszystko bezmyślnie za kulturowe top wartości ponieważ tego wymaga „tempo współczesnego życia” czy dlatego, że są silnie lansowanymi potrzebami narcyzów o „miłym i ciepłym” image’u i uznanych za autorytety?

A oto fragment:

„[…] Stanowi nadużycie i powinien być oceniony jako nieetyczny każdy przypadek, kiedy psychoterapeuta tak kieruje rozwojem więzi z pacjentem, aby dla własnej satysfakcji wzbudzić podziw pacjenta, uzależnić go od siebie, sprawiać, by odczuwał on lęk przed terapeutą, zabiegał o jego aprobatę itp. Spośród różnych potrzeb, jakie psychoterapeuta może starać się zaspokajać w kontaktach z pacjentami, na szczególną uwagę zasługują dwie, dla których realia pracy psychoterapeutycznej dostarczają wyjątkowo korzystnych warunków: są to dążenie do władzy i poszukiwanie bliskości.

Sytuacja psychoterapeutyczna stwarza wręcz idealne warunki działania dla osób, pragnących, często nieświadomie, sprawować władzę nad innymi ludźmi. Po pierwsze, wielu pacjentów odczuwa bezradność i zagubienie, niektórzy wręcz oczekują, że psychoterapeuta pokieruje ich życiem. Po drugie, niezależnie od tego, czego oczekuje pacjent, w działalność psychoterapeuty wpisane jest wywieranie wpływu na ludzi. Istnieje nawet pogląd, że motywacja posiadania władzy jest jednym z najczęstszych ukrytych powodów wyboru zawodu psychoterapeuty. W trakcie pracy z pacjentem jest zwykle kilka „momentów krytycznych”, stwarzających możliwość zastosowania przez psychoterapeutę psychicznej przemocy. Skupiają się one wokół ustalania celu psychoterapii oraz towarzyszenia pacjentowi w podejmowaniu różnych bieżących decyzji życiowych. Kompetencje zawodowe nie tylko uprawniają psychoterapeutę, ale wręcz zobowiązują go, aby aktywnie współpracował z pacjentem w obu tych zakresach. Jednak zarówno wiedza jak i etyka zawodowa zabraniają narzucania pacjentowi własnej woli. Ze względu na powszechność pragnienia władzy Palmer [J.O Palmer, Primer of eclectic psychotherapy, 1980] sugeruje, że psychoterapeuta świadom swoich etycznych zobowiązań powinien systematycznie sprawdzać, które jego ingerencje w sprawy pacjentów wynikają z motywacji zadaniowej, a które z motywacji do władzy. Sprzyjające leczeniu nastawienie zadaniowe przejawia się w koncentracji na realizacji przyjętych założeń pracy, na przykład w zadowoleniu z kolejnego kroku zrobionego przez pacjenta, zniecierpliwieniu z powodu wolnego tempa zmian czy w niepokoju, że nie zachodzą zjawiska przewidziane w modelu terapii [dop mój: proszę zauważyć tu ocenę implicite oraz traktowanie klienta jak dziecka, z którego „kroków” czy tempa pracy terapeuta może lub nie być zadowolony]. Sygnałem dążenia do sprawowania nad pacjentem władzy jest natomiast skłonność spostrzegania jego zachowania w kategoriach „posłuszny-buntujący się”. Czerpanie przyjemności z tego, że pacjent podporządkowuje się, i niezadowolenie, iż w niektórych sprawach pragnie postawić na swoim, zawsze powinno stanowić dla psychoterapeuty powód do niepokoju.

Druga formą nadużyć związanych ze specyfiką relacji psychoterapeutycznej jest poszukiwanie przez psychoterapeutę ciepła i intymności w kontakcie z pacjentami, jako ucieczki przed własną samotnością. Psychologowie podkreślają, że niezależnie od indywidualnych umiejętności osiągania bliskości, ludzie cierpią z powodu alienacji społecznej, która jest zjawiskiem cywilizacyjnym i powszechnym za względu na warunki życia. Dlatego lęk przed anonimowością może dotyczyć psychoterapeuty tak samo jak każdego innego człowieka. Jeżeli nie ma on dość okazji do nawiązywania prywatnie bliskich kontaktów z ludźmi (np. z powodu nadmiaru obowiązków zawodowych), może starać się wykorzystać dla własnej satysfakcji intymność, jaka zawsze towarzyszy relacji z pacjentem. Sygnałem takiej sytuacji może być zabieganie o sympatię pacjenta, nieuzasadnione zwiększanie ilości spędzanego z nim czasu przez zwiększenie częstotliwości sesji lub przedłużanie terapii, poruszanie tematów nieistotnych z punktu widzenia psychoterapii lub spędzanie z pacjentem czasu w sposób niezwiązany z pracą nad problemami. Niekiedy osamotnieni lub skłopotani pacjenci sami domagają się od psychoterapeuty nadzwyczajnej serdeczności, współczucia czy opieki, co stanowi dodatkową pokusę i łatwo może stać się pretekstem do nadużyć tego rodzaju”.

Psychoterapia. Teoria. Podręcznik akademicki pod red. Lidii Grzesiuk. Rozdział 8 : Przygotowania do rozpoczęcia psychoterapii, Ewa Trzebińska, Eneteia, Warszawa 2005

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *