Niewolnik

O kołczingowym wychowaniu do korporacyjnego niewolnictwa:

Losowi dziękuję, że są tacy dobrzy ludzie na świecie, którzy za innych odwalą brudną robotę. Wpis coacha Przemysłowa Bajno uchronił mnie przed niezjadliwą lekturą podręczników samorozwoju. Bo, faktycznie, jak przejrzałam kilka, to stwierdziłam, że wszystkie mówią o tym samym.

Oto lista mądrości:
1. Ty tworzysz swoje życie
2. To Ty sprawiasz, że czujesz się tak jak się czujesz!
3. Żyj tu i teraz
4. Bądź wdzięczny za to co masz
5. Odnajdź swoją misję życiową
6. Udawaj dopóki to się nie stanie twoim życiem
7. Wykorzystuj prawo przyciągania
8. Ignoruj NEGATYWNYCH ludzi
9. Ustawiaj cele i dzienny plan pracy
10. Rozszerzaj swoją strefę komfortu!

Gdyby pracował dla mnie niewolnik (nie mam niewolnika i nie chcę, no ale gdyby…) , chciałabym, żeby był to Pogrążony w Iluzjach Niewolnik. Żeby miał POCZUCIE wolności i sprawczości (nie wolność i sprawczość, oczywiście). Żeby nie pytał o „sytuację w kraju” ani o swoje niewolnictwo. Żeby nie ośmielił się nikogo oskarżać. Żeby odwracał się obojętnie na widok zła i nie pytał o jego przyczyny. Żeby zawsze czuł się szczęśliwy i sam swoje poczucie szczęścia podtrzymywał. Oczywiście, powinien żyć tu-i-teraz. Na co mu błądzenie myślami gdzieś w przeszłości i przyszłości, historyczna wiedza, wieczne niedokończone dyskusje w głowie z nieobecnymi, głupie fantazje czy marzenia nierealne i lekkie jak sorbet malinowy? Oczywiście, ma być obowiązkowo wdzięczny- inni przecież mają gorzej. Niech nie patrzy w górę (niczym Prosiaczek z obawy przed podstępnym Jagularem), niech zawsze patrzy w dół. Niech się nie rozprasza na bzdury, na niezborność, nieskuteczność. Szkoda jego czasu a mówiąc dokładniej: moich pieniędzy.

Jeśli już musi się czymś zająć, a praca jego głównym zajęciem przecież, niech „pracuje nad swoim rozwojem” lub „podświadomością”. Kierat pracy jest dla niewolnika najkorzystniejszy, ja to lepiejwiem. Niech wymyśli sobie „misję”- społecznie akceptowaną, co jasne, ograniczając każdą inną aktywność i (och, nie!!!) buntownicze nic-nie-robienie. Najlepiej, żeby „pracował z pasją” a raczej z dostępnej pracy zrobił sobie „pasję”, niszcząc wszelkie życiowe wątki poboczne. Innej – ani pasji ani pracy mieć przecież nie będzie. Płomienne zorze zbudzą go ze snu… Nie chcę głupawego pracownika Forda, nad którym trzeba stać z batem i zanęcać pięciodolarówką. Chcę samo-motywującego się pracownika od Tomasa Baty, podzielającego bezkrytycznie system wartości właściciela, jego przekonanie, że „buty Baty nigdy nie obcierają stóp” (gdy inne tak) i nieustająco dążącego do świetlistego samodoskonalenia siebie jako Szewca, Dobroczyńcy Ludzkości.

Niech się niewolnik skupi na własnym tyłku, „swoich emocjach”. Niech będzie samotny i skoncentrowany na sobie. Niech zawsze działa sam. Po co mi grupa buntowników? Niech maska mu wrośnie w twarz i nich przyjmuje spokojnie wędzidło, łykając przy tym czasem kosteczkę cukru. Mniam, pycha. No, i ważna jest dla niewolnika praktyka w chwilach wolnych: „podchodzenie do kobiet”, „przełamywanie się” i tego typu prace zastępcze, żeby utrzymać się w sprawności.

Niech wierzy w magiczną sprawczość, zamieniając losowość w swoje „poczucie mocy”. Niech – świadomy swojej niedoskonałości -nie śmie się wypowiadać na temat innych. Niech ignoruje to, co go boli. Niech „codziennie ustala sobie co będzie robił jutro”. Niech planuje -„realnie i zintegrowanie”. Żadnych rozmemłanych fantazji! Chciałabym też, żeby mój niewolnik był elastyczny, „otwarty na nowe wyzwania” nawet jeśli to zniszczy jego ludzką wrażliwość i potrzeby. Dla swojego dobra, niewolnik musi „rozszerzać swoją strefę komfortu”. Niech spróbuje nie.

Chciałabym, żeby był replikowalnym homo res, samonapędzającym się i samonaprawiającym się mechanizmem. Nie chcę żadnego homo sapiens. Niech nie myśli i nie zadaje głupich pytań o świat.

Chciałabym, żeby mój niewolnik płodził, kształcił i trzymał w ryzach nowych niewolników, przekazując im swoje niewolnicze wartości.

Tego bym chciała. Z takim niewolnikiem byłby spokój a dla mnie czysty zysk.

Tak mi się pogdybało. Pewnie dlatego, że nie jestem zintegrowana… I żeby nie było pomówień: zbieżność światłych zaleceń kołczów i specjalistów od „samorozwoju” z profilem mojego idealnego niewolnika jest całkowicie przypadkowa!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *