Neutralność światopoglądowa

O micie neutralności światopoglądowej w psychoterapii:

Dlaczego o tej neutralności i innych zasadach z maniackim uporem piszę.
Z trzech powodów.

Pierwszy: moja niczym nie poparta naiwna wiara, że „wiedza to potęgi klucz” i lepiej zbliżyć się do psychobiznesu, znając jego mechanizmy. Lepiej okopać się w rzeczywistości, pozbawić się szkodliwych oczekiwań, że „psychoterapeuci czują mocniej i wiedzą więcej” i anielskimi sposobami rozwiążą nasze problemy. Choćby po to, aby uchronić się przed zbędnym rozczarowaniem i cierpieniem.

Drugi powód, osobisty: pamiętam, jak moja terapeutka – niewątpliwie certyfikowana, wykształcona, świadoma, zrzeszona, doświadczona, sprawdzona, kompetentna i skuteczna – mimo to ustawiała mi drogę życia. Miałam uwierzyć w Boga w wersji katolickiej, zabrać się za praktyki religijne a świat obdarzyć dziecięciem, nawet za cenę samotnego macierzyństwa. Sama po rozwodzie, usilnie dopatrywała się w moim związku jakichś potworności i niesprawiedliwości. Czas płynął na wyjaśnieniach, że nie chcę, nie potrzebuję, nie jestem zainteresowana, nic złego się nie dzieje, nie to jest problemem. Czas, za który płaciłam ja.
Tik.
A moje ego, zdrajca, łechtane kupowaną cudzą uwagą, pęczniało z dumy.
Tak.

I trzeci powód, jeszcze bardziej osobisty. Nie lubię marketingu i mitologii. A taka wokół wszystkiego, co nazywa się dziś „psychoterapią” osób niezaburzonych, powstaje na skrzyżowaniu wygórowanych oczekiwań klientów i utajonych potrzeb psychologów. Lubię za to wrony. Nie, nie zwariowałam, lubię wrony, ot takie z impresyjki naturolubnej Mistrza Młynarskiego:
Gdy na polu ze śniegiem wiatr wyje
żadna wrona przez chwilę nie kryje
że dlatego na zimę zostają
że źle fruwają
ale wrona czy młoda czy stara
się do tego dorabiać nie stara
manifestów i ideologii
i to ją zdobi

Reasumując: neutralność psychoterapeutów i psychologów jest mitem. Nie ma pomocy psychologicznej neutralnej światopoglądowo.

Celnie podsumował potyczki psychologów z neutralnością Jacek Prusak SJ: „Przez pierwszą połowę XX wieku w psychoterapii panował pogląd, że terapeuta powinien (musi) „własną” aksjologię, będącą częścią jego światopoglądu, „izolować” w kontakcie terapeutycznym. Ideałem psychoanalityków był „czysty ekran”, behawioryści dążyli do stanu „obiektywnych, technicznych naukowców”, a terapeuci zorientowani na człowieka stawiali sobie za cel bycie „nieosądzającymi, nieuprzedzonymi słuchaczami”. Te „idealistyczne” założenia należą już dzisiaj do lamusa psychoterapii, ponieważ w licznych badaniach empirycznych pokazano, że nie są możliwe do utrzymania. Metaanaliza takiej literatury pokazuje, że:

(1) wartości psychoterapeutów wpływają na każdą fazę psychoterapii: kryteria diagnostyczne i ewaluacyjne, sformułowanie celów psychoterapii, wybór i skuteczne stosowanie określonych strategii terapeutycznych, ocenę skutków terapii a także rozumienie rozwoju, zdrowia i psychopatologii oraz zmiany jako celu psychoterapii.

(2) Pacjenci (klienci) ulegają wpływom systemu wartości psychoterapeutów, często adoptując ich przekonania odnośnie zdrowia, moralności i wartości religijnych.

Jak pisałam (a raczej pisali inni, których cytowałam):
– współczesne formy pomocy psychologicznej i terapeutyczna ideologia ignorują toksyczność stosunków ekonomicznych i społecznych, promują bierność wobec świata i wskazują na introspekcję jako jedyną drogę do osobistego spełnienia
– zasady wypływające z neutralności bywają parawanem dla niesprawiedliwości
– zasada dobra klienta zakłada faktyczny paternalizm, od którego jednak marketing psychobiznesu oficjalnie się odżegnuje
– autonomia klienta jest mitem – terapeuta (lekarz) określa, jaka postawa jest dla pacjenta przystosowawcza.
– relacja terapeutyczna jest sztuczna i wątpliwa etycznie
– wątpliwe etycznie jest pobieranie opłat na niewykonaną i niezdefiniowaną usługę, promocja „psychoterapii” jako oddziaływania na osoby psychicznie zdrowe oraz pobieranie opłat za zaspokajanie intymnych potrzeb klienta („prostytucja przyjaźni”).

Pomoc i terapia sprzedawana w prywatnych gabinetach jako „lek na codzienność” nie jest ani spotkaniem (nierówny układ intymności, zaangażowania, uwagi) ani leczeniem (osoby psychicznie zdrowe, brak przysięgi Hipokratesa, brak pojęcia choroby i błędu lekarskiego, praw pacjenta etc) ani bliską relacją (zapłata za możliwość spotkania) ani biznesem (nierównowaga stosunków, brak określonych korzyści, możliwości reklamacji etc). Nie chronią klientów ani ustalone zasady (nieistniejąca neutralność, dobro klienta etc) ani prawo (brak uregulowań prawnych, wolny rynek psychoterapii).
Neti neti -ani to ani tamto.

Niektórzy mówią, że jest to przestrzeń, gdzie można z ulgą zdjąć maskę. Ale nie ma nic za darmo- dostaniemy drugą. Czy ciągle naszą? Czy wartościową?

Terapeuta, obdarzony zaufaniem VIP, nie musi mówić wprost. Wystarczy, że się skrzywi. Jak zauważyłam, ludzi po terapii na forach łatwo zidentyfikować. Łykają specyficzny język i indukowaną im dobrą nowinę. Głoszą ją dalej, zwalniając się z obowiązku krytycznego myślenia. Piszą o blokadach, schematach, wyrażaniu uczuć, krzywdzie ze strony rodziców, „stawianiu granic”, „wpływie Nieświadomego”, „toksycznych matkach”, „wewnętrznym dziecku”, „konieczności rozwoju osobistego”, „ponadczasowym mózgu emocjonalnym” i jako „psychologię” cytują Freuda i panią Opiełkę. Mniemania poszczególnych szkół terapeutycznych płyną w świat jako obiektywna i oczywista „prawda o człowieku”. Niestety, nie ma w niej miejsca na eksperckie badania, na rozum ani wolę ani niezależną refleksję. Ani Tajemnicę.

Nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że psycholodzy i psychoterapeuci tworzą jakąś mafię, spisek czy świadomie działają na szkodę klientów. Jak myślę, dzieje się to wszystko za sprawą bierności, siłą inercji, z braku bodźca do refleksji nad zastanym układem, który wydaje się oczywisty, zakorzeniony w tradycji i mniemaniach tak długo powtarzanych aż stają się „prawdą”.

Można by więc zapytać czy jest sens dorabiać „manifesty i ideologie”, zasady, których nie ma i nie może być, do plastra na cierpienie?

Oczywiście, odpowiem przewrotnie, że jest głęboki sens, bo obietnica zwolnienia z odpowiedzialności i winy, pełnego zrozumienia, bezwarunkowej akceptacji, nieoceniania, dobrej nowiny o życiu szczęśliwym, istnienia Kogoś, Kto Powie Jak Żyć i Jak Działa Świat, zawsze sprzedawała się – w takiej czy innej formie – doskonale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *