Mapa nie jest terytorium

Kolejny tydzień celebrujemy wybuch grupowego nieświadomego, czyli tzw. „pandemię koronawirusa”. Piszę „celebrujemy”, bo okres pandemii niewątpliwie wiąże się z pewnym odczuciem frajdy towarzyszącej rozluźnieniu znanego społecznego gorsetu. Gdyby tego wybuchu nie było, nastąpiłby inny fenomen, bo System, jak pisałam wielokrotnie- dochodzi do ściany. Gdyby nie było pandemii, należałoby ją wymyślić, gdyż wyzysk, odejście od Natury/Realu, miejskie zatłoczenie i nie-normalność życia stają się nie do wytrzymania. Teraz to, co ukryte, wychodzi z całą mocą. Można więc -od czasów ogłoszonej oficjalnie pandemii- nie w myślach, ale w uczynkach i bezkarnie demonstrować obrzydzenie do drugiego. Można swobodnie donosić na sąsiada tylko z powodu jego kaszlu a nie nowego samochodu. Można otwarcie pałać niechęcią do dzieci (bo roznoszą) i do starszych (bo zabierają silniejszym).  Nagle nie trzeba się samoograniczać w zakresie lajfstajlowego żywienia – modne diety wykluczenia rozumiem tu jako nieświadome pragnienie ograniczenia nadmiaru – bo ograniczenie męczącej obfitości grupowa psyche rozegra na zewnątrz, przez problemy z dostawami. W obfitości jest za to „wolny czas”, rzekomy przedmiot marzeń, i oto staje się on ciężarem, zmusza do konfrontacji  z tym, co do tej pory było szumem życia zagłuszane. „Wolny czas” (jak i „częsty kontakt z bliskimi”) był pozornym pragnieniem, pragnieniem, które nigdy miało się nie spełnić, pragnieniem, dzięki któremu można było mówić „gdybym tylko miał czas, to”. I nagle zostajemy złapani w pułapkę własnych samo-oszustw. W „wolnym czasie” biegnie się więc po uspokajacz, do Wielkiej Matki Karmiącej, czyli do Internetu, bo tak zostaliśmy wytresowani, że tam cyc. I z cyca ma lecieć dotychczasowa obfitość, uspokajacze, szumek dla zagłuszeń pustki i symulacrum życia. Czytaj dalej Mapa nie jest terytorium

Co jest dziś tabu

„Mały bachorek ma określone inne granice niż starsze dziecko”

„Dorastające dziecko może być arcygłupie”

„Jeśli robisz partnera ze swojego dziecka, to prawie tak jakbyś robiła z niego homoseksualistę”.

„Zazwyczaj kobiety, które mają tak rozpuszczone dzieci mają też kłopot z utrzymaniem granic z innymi dorosłymi, na przykład w pracy czy kontaktach codziennych”

„Dziecko powinno czuć strach przed karą (…) Niezależnie od tego czy dziecko płacze, przeprasza, błaga”. „Ostatnio komuś powiedziałam, że moim zdaniem pierwszym uczuciem, którego dziecko powinno doznawać wobec rodziców jest respekt. Pewnie cię to oburzy, ale mówię oczywiście o lekkim strachu wobec matki i ojca.” (Suzan Giżyńska) „W ogóle mnie to nie oburza (…) Dziecko musi wiedzieć, że matka wie lepiej”.

To cytaty z książki „Instrukcja obsługi dzieci” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej. Cytaty komentowane szeroko, które wkurzyły opinię publiczną do tego stopnia, że wydawnictwo Zwierciadło poczuło się zmuszone wstrzymać wysyłkę tej książki. „Instrukcja” naruszyła tabu i w sumie dobrze wiedzieć, że w „rozpuszczonej”, nomen omen, kulturze jest jakieś tabu, bo wydaje się, że owo wymięka nam jak śnieg na Antarktydzie.  O tabu mówią- nie bezpośrednio- komentarze oburzonych. Dziś o tym, co mówi oburzenie klasy średniej (bo do tej warstwy skierowana jest książka i komentarze) .

Bardzo pouczający – jeśli chodzi o treści zakazane wśród klasy średniej- jest artykuł Ewy Bukowieckiej-Janik. Poniżej jego fragmenty z moim komentarzem, który nie jest tłumaczeniem intencji autorek „Instrukcji”. Czytaj dalej Co jest dziś tabu

Ten sam syn niestety nie ten sam

Kilka cytatów, jakże starych, ale może choć trochę celnych?

Europa okresu powojennego gotowa jest już zdechnąć od swoich „izmów”, od ich anarchii, od braku ścisłości w polityce, w estetyce, moralności. Europa zdycha od sceptycyzmu, arbitralności, bezwoli, bezkształtności, braku syntezy i Wiary. Ponieważ odgryzła kawałek zakazanego owocu specjalizacji, uznała, że wszystko wie i zaufała anonimowej gnuśności wszystkiego co „kolektywne”. Nasze ekskrementy są tym, co zjedliśmy. Europa żywiła się „izmami” i rewolucjami. Jej odchody muszą więc mieć kolor wojny i cuchnąć śmiercią. Zapomniała, że szczęście to rzecz indywidualna i subiektywna…

*

Nasza epoka zdycha z moralnego sceptycyzmu i duchowej nicości! Lenistwo wyobraźni, zawierzywszy powojennemu  pseudopostępu technicznemu, doprowadziło do uwiądu umysłu, rozbroiło go i zniesławiło. Mechaniczna cywilizacja zostanie unicestwiona przez wojnę, a masy, które ją zbudowały, posłużą za mięso armatnie. Tak, o was myślę, młodzi wszystkich narodów, entuzjastyczni i gotowi do poświęceń z waszymi twarzami sportowych bohaterów wzrosłych w zawodach atletycznych, wesołych i kipiących życiem, o was, towarzysze głupoty!

 

Czytaj dalej Ten sam syn niestety nie ten sam

Być może

Jest w Chinach pękający szklany most. Z tym, że pęknięcia to fejki, interaktywne płytki pękanie imitujące, choć emocje tych, którzy na takie coś nastąpią na wysokości  kilometra – całkiem rzeczywiste. No, ale w czym problem? Turyści przecież zapłacili:  i za emocje, i za fejk, i za… bezpieczeństwo.

Takie skojarzenie mam w związku z epidemią (już pandemią? jak nazwać chorobę otoczoną dezinformacją?) koronawirusa. Pękająca szyba, 1000 metrów lotu, problem w tym, że szyba już nie interaktywna, już nie fejk ani zabawa. Zasady bezpieczeństwa odbierają część frajdy, więc przy zmutowanym wirusie (pal licho, kto mu w tej mutacji pomógł i nie czepiajmy się niewinnych nietoperzy) śmierć jest całkiem realna, całkiem realne puste miasta, całkiem realna dezinformacja.

Całkiem realny upadek kostek domina. Trzask pękających światowych łańcuchów dostaw. Realny. Czytaj dalej Być może

O śmieciowym myśleniu

Tzw. ustawa śmieciowa wydaje się -społeczną i ekologiczną- porażką. Podział na nielogiczne frakcje, odpowiedzialność złożona na finalnego użytkownika zamiast na producenta, zapowiedzi odpowiedzialności zbiorowej za błędy, ogromne podwyżki, bałagan, bezcelowość. To wszystko wobec bezczelnego rozpasania i głuchoty korporacji na problemy ekologiczne, mody na obłudne eko-działania i faktu, że Polska stała się dla innych krajów wysypiskiem śmieci i to regularnie podpalanym. Inaczej więc być nie mogło: nowe regulacje budzą złość, więc i wkrótce obudzą złośliwość  (lasy polskie rozkwitną śmieciami, głosi prorok Lebioda).  Wydaje się jednak, że z pewnego punktu widzenia ustawa śmieciowa jest doskonała- doskonale zniechęca ludność do tematu ekologii. Tresuje suwerena w tym, że eko oznacza drogo, bezmyślnie, niesprawiedliwie i uciążliwie. A że ustawa jest karykaturą koncepcji Unii Europejskiej, sugeruje także, że za wszelką niedogodność odpowiada Zachód. Może też obudzić nadzieje, że po polexicie, gdy ostatecznie wstaniemy z kolan, odzyskamy niepodległość i wreszcie będziemy u siebie, będzie można wywalać niesegregowane śmieci za płot sąsiada i to bez żadnych konsekwencji.

Niektórzy się nabierają na takie prymitywne socjotechniki, cóż zrobić.

Czytaj dalej O śmieciowym myśleniu

Przewidywalność

Wiem, co jem. Nie wiem, co robię.

Salvador Dali

 

Zafrapował mnie kiedyś ten fragment książki „Kultura Manii” Tomasza Olchanowskiego:

A przecież uczynić żywe istoty całkowicie przewidywalnymi znaczy: zamienić je w udające życie mechanizmy.

Jakże potężne stało się dzisiaj obłędne pragnienie, by uczynić przewidywalnym siebie, by panować nie tylko nad własnymi stanami psychicznymi, ale i nad procesami fizjologicznymi zachodzącymi w ciele, nad losem, karierą, reakcjami i odczuciami innych ludzi. To starodawne dążenie do omnipotencji – gdzie magia została zastąpiona niby-racjonalnymi poradnikami cudownych diet i szczęśliwego, spełnionego życia, spotęgowane przez możliwości, które przyszły wraz z rewolucją informatyczną, a dotyczą intensywnego bombardowania umysłu produkowanymi złudzeniami- jednych wysyła w obszary manii, innych w podziemia depresji, a być może większość z nas czasem tu, czasem tam.

Narkotyczne czy kontemplacyjne „weekendowe” dążenie do odmiennych stanów świadomości, przeżyć ekstatycznych, zapomnienia się, wykroczenia poza tworzone iluzje siebie – to niewątpliwie kompensacje płaskiego, zaplanowanego do bólu życia, unoszącego się w balonie racjonalności, w którym nudę przerywają jedynie pasje związane z transakcjami ekonomicznymi, coraz bardziej obwarowanymi zabezpieczeniami. Jednak z tych „weekendowych” czy urlopowych wypraw po magię niektórzy czasem już nie wracają, a większość powraca po zażyciu cudownych tabletek na „odrodzenie” do cudownego królestwa ekonomii. Na ekranach monitorów czeka na nich gotowy idealny obraz homo oeconomicus, którym należy się stać.

Mamy tutaj dwa zjawiska: życie przykrojone do racjonalnych, umownych, iluzorycznych bajek i to, co nagle spod nich wybucha i niszczy.

Nie mogłam oprzeć się porównaniu tego fragmentu z lacanowskim opisem osobowości obsesyjnej: Czytaj dalej Przewidywalność

Spojrzeć w pustkę

Nie wiem, na ile sensowne jest tłumaczenie obecnego stanu świata „popędem śmierci”, co się niektórym zdarza. To wytłumaczenie dość płytkie, w zasadzie wyraz wiary: wierzymy że „popęd” istnieje, więc i działać jakoś musi: ludzie chcą (się) niszczyć, bo są z natury źli i kropka. Problem w tym, że pod owym popędem, rzekomo biologicznym czy nieuchronnie psychologicznym, jest coś innego niż nazwa głosi. „Popęd śmierci”, wewnętrzne dążenie do dezintegracji (przebudowy?), jest wyrazem -o ironio!- tęsknoty za życiem, za pełnią, za zmianą w stronę przynależności do świata  jako otwarciem się na niedualne widzenie buddy. Analogicznie do samobójstwa, które jest wyrazem tęsknoty za „innym” życiem, życiem w kształcie innym niż jest, bo to które jest wydaje się nie do zniesienia. „Popęd śmierci” czy samobójstwo jest wykoślawionym karykaturalnym dążeniem do wewnętrznej integracji, przyspieszonym pseudo-dojrzewaniem psyche, roz-topieniem się w infantylnej fantazji wszechmocy wobec rzeczywistości wewnętrznego pokiereszowania i cierpienia.

Zbliżenie do śmierci by potwierdzić fakt istnienia.

O zwichrowaniu wewnętrznego rozwoju przez społeczne role i egotyczne narracje – cytat Richarda de Martino: Czytaj dalej Spojrzeć w pustkę

Przebodźcowani. Nigdy samotni.

Stłoczeni w środkach transportu i w domach stojących na innych domach, z oknami wychodzącymi na inne domy; bezradnie osaczeni informacją; zagłuszani hałasem, bezmyślną paplaniną; w toksycznej przestrzeni, w której wzrok nie może błądzić po horyzont… Wiecznie pod wzrokiem Innego lub introjektowanego Innego. Tak, przyzwyczailiśmy się do życia stłoczonych szczurów, ale to nie jest ludzki świat a wyraz lęku przed światem. I źródło ogromnego, nieuświadomionego cierpienia. Nie wyrzucajmy na śmietnik historii samotności. Przecież to nie samotność boli a wykluczenie, brak psychicznie bliskich więzi, w tym brak kontaktu ze sobą (nie mylić z kontaktem z ego, postacią, narracją).

Dziś kilka cytatów z „Historii Samotności i Samotników”, dla tych, którzy uważają, że jednostce- by mogła żyć w zgodzie ze sobą i światem- należą się 4 km kwadratowe powierzchni. Cytaty dla samotników na cudne, mgliste, pachnące liśćmi listopadowe dni, tak sprzyjające refleksji o ogromnej współczesnej potrzebie samotności, swobodnego oddechu i przestrzeni.

Wiek XX był stuleciem mas: wojny światowe, strajki powszechne, rozrywki masowe, sport masowy, turystyka masowa, kultura masowa, ideologia mas, partie masowe, masowa konsumpcja. Statystyki, sondaże, powszechne prawo wyborcze: rządzi większość. Czy w tym stadnym świecie jest jeszcze miejsce dla samotnika? Paradoksalnie, bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ ten wiek tłumów jest wiekiem samotnego tłumu, jak zatytułował opublikowaną w 1950 roku pracę amerykański socjolog David Riesman. W poprzednich wiekach samotność oznaczała fizyczne odosobnienie, samotnię na pustyni. Nowa samotność jest samotnością w środku tłumu, tym bardziej dotkliwą, że wypieraną. Nowoczesne społeczeństwo, czyniąc wszystko, by ją zakamuflować, w rzeczywistości nieustannie ja wzmacnia.

Czytaj dalej Przebodźcowani. Nigdy samotni.

Wokół gościni

Wokół słowa „gościa”, „gościni” użytego przez posłankę Magdalenę Biejat   zrobił się ruch. A mnie się skojarzyło coś takiego:

Było to bardzo, bardzo dawno temu, w 102 roku przed naszą erą. Życie toczyło się z całą swoją soczystością, i Rzym walczył z napierającymi plemionami germańskimi, które szukały nowych ziem do zasiedlenia ciążąc ku bogatemu i ciepłemu Południu. Rzym walczył rozpaczliwie kilka lat, przeobrażając armię i oddając kilkuletnie wodzostwo Gajuszowi Mariuszowi. Pod Aquae Sextiae (Aix-en-Provence) doszło do bitwy, w której Legiony otoczyły i wycięły germańskich wojów. Celem Mariusza był jednak obóz kobiet i dzieci- to nie rajzy wojów a cierpliwa teutońska płodność stanowiła faktyczne niebezpieczeństwo zasiedlenia ziem italskich. Zdobycie obozu pełnego bab miało być dla legionistów spacerkiem. Nie było. Germanki zaskoczyły Rzymian stając do zaciekłej walki z bronią w ręku i walcząc dzielnie, do końca. Swojego końca lub końca swojego plemienia. Zonk. Czytaj dalej Wokół gościni

Dajmon i niepokorne barwy Ociepki

Na początek nieco gorzki Tomasz Olchanowski:

Koncepcja dajmona, zwanego przez Rzymian geniuszem, przez niektórych neoplatoników ciałem wyobrażeniowym, w tradycji arabskiej noszącego miano dżina, ukrywającego się pod wyobrażeniami Bogini Losu, Fortuny, będącego szamańskim sprzymierzeńcem, jak też duszą ka lub ba (Starożytny Egipt), przeniknęła również do chrześcijaństwa pod postacią Anioła Stróża.[…] Czyżby współcześnie w cywilizacji zachodnioeuropejskiej i tam, gdzie włada zsekularyzowany duch Zachodu, pomijane było to, co zawsze dla większej części kultur na tej planecie było najistotniejsze w ludzkim losie? (na szczęście nie pomijają tego artyści). Jak pisze Hillman:

„Twoje powołanie jest pierwszym i najważniejszym pokarmem twojej duszy”.

Czytaj dalej Dajmon i niepokorne barwy Ociepki