From Russia with love

Często czytam w necie komentarze wytykające obecnemu rządowi nieudolność. Te deformy, te stosy nowelizacji… To jednak nie tak: rządy PiS są jak najbardziej udolne, skuteczne. Są świadomą, cyniczną, szeroko zakrojoną i zaplanowaną implementacją społecznej destabilizacji. Celowym budowaniem napięć i braków w codziennych obszarach życia obywatela od edukacji, przez farmację do bankowości, o ochronie zdrowia, ekologii czy sądownictwie nawet nie wspominając. Doprawdy kilka przeciętnie inteligentnych osób, grono ekspertów i konsultacje społeczne wystarczą by przemyśleć i przeprowadzić sensowną reformę danego obszaru działania  państwa. Dobra Zmiana to celowe budowanie wewnętrznego napięcia, totalitarne zarządzanie przez brak, ciągłe dźganie mas sensacją, oswajanie z nienormalnością, patologią, szczujnią i hejtem jako czymś „normalnym“, „naturalnym”. Nic tu nie jest nieudane – to tak miało być, jest zamierzone. To nie populizm, to majstersztyk manipulacji masami. Mani-pulacja.
Poruszanie.

W jakim celu? By na tym poruszonym tle rzekomego chaosu pięknie wypadł Dobry Dziadunio, który z kotkiem w objęciach, w wyświechtanym garniturze szarego człowieka, z symbolicznej palety, podestu, mównicy głosi: “Nie lękajcie się. Damy odpór Złu. Jesteście wspaniali. Należy wam się. Kocham was. Siema“. Robi wrażenie. Czytaj dalej From Russia with love

Brud i ćma

Mieszczuchy mieszkające na wsi odkrywają często, że brud nie istnieje. Jaki brud? Z sieni wymiatam piasek z miliardem żyć, grudki zaschniętego czarnoziemu, kulki obornika, truchła owadów, zasuszone motyle skrzydła, źdźbła trawy, miękkie liście, resztki pajęczyn, mysie odchody i małe odpryski kruszącego się betonu. Wszystko jest czym innym niż „brud“, ale mój umysł z automatu nadał temu wszystkiemu taką nazwę. Nazwał tak i domaga się „czyszczenia“. Więc czyszczę.

W Ciszy łatwo dostrzec jak umysł pracuje. Jakie tworzy sobie klatki. Na przykład czasu (Po jedenastej pozmywam, wieczorem podlewanie, czas spać), narracji (Osa klecanka szuka wody, bo lata nad beczką, ciekawe gdzie gniazdo, może jeszcze ma na lawendzie, jak w zeszłym roku, gdy…), powinności i następstwa (Trzeba odpielić truskawki, bo nie zawiążą na przyszły rok owoców), uczuć (podziw, wstręt, poczucie obowiązku, lęk). W głowie jest cała fonoteka, migawki filmów, ulubione cytaty, które przychodzą nie-wiadomo-skąd, cała materia wspomnień, zamglone twarze, osady po nie zapamiętanych snach. Umysł pracuje intensywnie. Umysł tworzy, nadając nazwy. Niestrudzenie i bezradnie jak żuk gnojarek opakowuje Real w zgrabną kulkę kategorii, pojęć, wartości, powiązań, ładów, schematów płci, porządku i własności, pre-supozycji, projekcji przyszłości. Konstrukcję drewnianą nazwie z automatu „krzesłem“ zgodnie ze swoim kulturowym przyzwyczajeniem, a czemu nie modelem katedry? Czy można usiąść na modelu katedry, na nim popłynąć, czy model katedry może być opałem, skrzynią na książki, odpoczynkiem ćmy, narzędziem, radosną formą dada samą w sobie? Umysł bezradnie będzie szukać nazwy/kategorii dla czegoś czego nigdy nie widział (sanie? sanie? dlaczego z wypustkami? – a to w rzeczywistości uzgodnionej-urojonej przyrząd do młócki kukurydzy, nigdy nie widziany ani nie używany…). Czytaj dalej Brud i ćma

Parada obok Marszu

Choć to sezon ogórkowy a temat dawno przebrzmiał chodzi mi po głowie porównanie dwóch dialogujących ze sobą (?) demonstracji znanych pod nazwami Parady Równości i Marszu dla Życia i Rodziny. W założeniu miały być symetryczne, jednak czy są?

Kilka haseł Parady, cytowanych w mediach

Mam prawo mieć dzieci
Ojciec też może rodzić
Nie ma litości dla przemocowych gości
Nigdy więcej wojny
Wolność, równość , akceptacja
Ręce precz od naszych dzieci (Cudne, prawda? Każdy kij ma dwa końce…)

Parada kręci się wokół postulatu legalizacji związków homoseksualnych i adopcji dzieci przez homo-małżeństwa czyli prawnego uznania realności, bo jak świat długi i szeroki ludzie łączą się w pary, geje płodzą dzieci, lesbijki zostają matkami a opiekować się dzieckiem może każdy odpowiedzialny dorosły. Oczywiście, jest w tych hasłach też potrzeba społecznego uznania i walki z przemocą wobec mniejszości – to także na czasie, bo za wiecznym i światłym przewodnictwem rosyjskim, LGBT nie wyłączając plusa też staje się w Pislandii kolejnym wcieleniem kozła ofiarnego. A do czego kozioł służy to wiemy, np. do opluwania, do kopania, do palenia w stodołach, do produkcji mydła czy do wsadzania na statki i wysyłania Daleko etc, etc. W związku z tym, że to takie nuuudne, powtarzalne i przewidywalne warto byłoby pobawić się w coś innego niż w Kozły, tak myślę.

Marsz ma być znów kontrapunktem, protestem tzw. normalsów, którzy życie i umysłowe kategorie mężczyzna/kobieta zawężają do biologicznej rodziny i prawnie zawiązanego (wg niektórych fantazji – związanego na amen) związku hetero. Ich przykładowe, powielane przez media hasła:

Seksedukacja to deprawacja
Znajdź dziewczynę, załóż rodzinę
Zainwestuj w rodzinę
Rodzinka jak witaminka
Polska katolicka nie laicka
Brońmy rodziny

Oczywiście, można długo odnosić się do sensu-nonsensu takich haseł, dekonstruować pojęcie „ojcostwa“, biadać nad krajami, w których „rodzina“ zastępuje „państwo“ i rozważać np. czy przedszkolaki nie są bardziej deprawowane indukcją poczucia winy, opowieściami o piekłach  lub o dobrej acz wściekle karzącej bozi (co dorośli sprzedają pod nazwą „religia“), ale dziś nie o tym. Raczej o tym co Parada i Marsz sugerują, mówią przez siebie. I czy mówią do siebie. Czytaj dalej Parada obok Marszu

Ku pamięci

Czas przypomnieć zasady:

„Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownictwem praw obcych, a my sami raczej jesteśmy wzorem dla innych niż inni dla nas. Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ rząd zależy od większości, a nie od mniejszości. W sporach prywatnych każdy nasz obywatel jest równy w obliczu prawa. Jeśli zaś chodzi o poważanie, to jednostkę ceni się nie ze względu na jej przynależność do jakiejś warstwy, lecz ze względu na zalety, jakimi sama się wyróżnia. Nikomu też, kto może przysłużyć się ojczyźnie nie przeszkadza ani ubóstwo, ani niskie urodzenie w osiąganiu godności. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności a w życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie się współobywateli. Nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli robi to, co mu przyjemne, i nie rzucamy nań owych wzgardliwych wejrzeń, które wprawdzie nie wyrządzają szkody, ale przecież ranią. Wyrozumiali więc w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu społecznym. Jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym niepisanym, które bronią krzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę.

Stworzyliśmy też umyślnie najwięcej sposobności do wypoczynku po pracy, urządzając w ciągu całego roku igrzyska i uroczystości religijne oraz pięknie zdobiąc nasze domy, aby ich codzienny urok rozpraszał troski.

Także w sprawach wojennych wielce różnimy się od nieprzyjaciół. Miasto nasze stoi otworem dla wszystkich. Nie zdarza się, abyśmy wydalali cudzoziemców i nie pozwalali komukolwiek uczyć się u nas lub patrzeć na coś, co mogłoby przydać się naszym wrogom. Mamy bowiem zaufanie nie tyle do zbrojeń i podstępów wojennych, ile do własnej odwagi w działaniu. Inni przez twarde i pełne trudów wychowanie i ćwiczenia już we wczesnej młodości dochodzą do męskiej sprawności, my zaś, żyjąc swobodniej, z nie mniejszą odwagą stawiamy czoło różnym niebezpieczeństwom.

Kochamy piękno, ale z prostotą, kochamy wiedzę, ale bez zniewieściałości, bogactwem się nie chwalimy, lecz używamy go w potrzebie. Przyznanie się do ubóstwa nie przynosi ujmy nikomu, jednakże jest ujmą, jeśli ktoś nie stara się z niego wydobyć. U nas ci sami ludzie, którzy zajmują się sprawami państwa, zajmują się także swoimi osobistymi, a ci, którzy wykonują jakieś rzemiosło, znają się także na polityce. Jesteśmy jedynym narodem, który jednostkę nie interesującą się życiem państwa uważa nie za bierną, lecz za nieużyteczną.

Twierdzę, że państwo nasze jako całość jest szkołą wychowania Hellady. Właśnie u nas każda jednostka może najswobodniej przystosowywać się do najrozmaitszych form życia i stać się w ten sposób samodzielnym człowiekiem“.

Perykles, mowa pogrzebowa żołnierzy poległych w wojnie ze Spartą, Ateny 430 r p.n.e. Czytaj dalej Ku pamięci

Pedofil i Park Jurajski

Ostatnimi czasy, mniej więcej od tygodnia, jak to obserwuję w necie, synonimem potwora stał się pedofil. A raczej stworzona przez społeczne wizje figura Pedofila, równa co najmniej Godzilli czy bezmyślnie niszczącym ludzką materię dinozaurom z Jurassic Park. Abstrahując od jednostkowej krzywdy, bezradności uwikłania w zaburzenie, całej produkcji masowych samo-obron czy oburzenia naiwnych, którzy w kościelnej korporacji upatrywali Dobra, figura Pedofila, ożywiona filmem Sekielskiego, coś w naszej narracji robi. Oczywiście, po pierwsze jest w niej synonimem Zła wcielonego, Zbrodniarza doskonałego, celującego wręcz w arcy-zbrodni: krzywda niewinnego dziecka jest takim samym pogwałceniem jak krzywda boga powieszonego na krzyżu. Przecież Czesiek Józka zarżnąć może dowolnie, to już nie wzrusza, tak samo jak Holocaust, ale jeśli Czesiek zarżnie boskość/niewinność  to stanie się arcy-złem wcielonym i Judaszem wieszanym przez tłum na kościelnej wieży.

To jednak nie wszystko. Figura Pedofila, której odmawia się w tym powszechnym oburzeniu człowieczeństwa i która w obecnej narracji zbliża się do obrazu zagrażającego, przenikającego mury i pustoszącego ludzkie siedziby tyranozaura, pokazuje coś ważnego. Jest ważna jak owe potwory, godzille: wraca by mówić o tym, o czym się nie mówi wprost. Pedofilia (nadal w społecznej narracji a nie w seksuologii, gdzie bywa płci obojga) jest karykaturą funkcji Ojca, ochrony i prawa. Obrazowo mówiąc (i nie mieszając do tego konkretnych rodziców ani płci, bo symboliczną funkcję Ojca może wypełniać też i kobieta czy organizacja), zadaniem Ojca, jak to rozumiem,  jest „odebranie“ dziecka matce, ustawienie go naprzeciw świata i zezwolenie na korzystanie ze świata według określonych zasad (np. matka jest moją partnerką, nie twoją, ale resztę możesz brać; ja nie jestem twój, ale możesz wziąć sobie innego partnera – ze świata). Ojciec- nadal obrazowo rzecz ujmując- robi to dla rozwoju dziecka. Czytaj dalej Pedofil i Park Jurajski

Bujanie

Kultura (pozornej) racjonalności daje ciekawe efekty: epidemię depresji, niestrudzonych poszukiwaczy „prawdziwego Ja” i wysyp masek (i czemu mnie to nie dziwi?).

Wokół iluzji „ja” i kulturowej ChAD Tomasz Olchanowski:

Z racjonalizacją jest również związane tak zwane pozytywne myślenie. Polega ono na wmawianiu sobie, że przykre zdarzenia będące naszym udziałem są w rzeczywistości przyjemne, co oczywiście prowadzi do życia w kłamstwie. Pozytywne myślenie nie pozwala jednostce na skuteczną autoanalizę i doświadczenie wyzwalającego od wielu uwarunkowań wglądu, ponieważ wyklucza uważne przyglądanie się myślom, które szczególnie nas niepokoją, a przez to są tak wartościowe dla naszego psychicznego rozwoju. Jednostka zainfekowana pozytywnym myśleniem to, co niewygodne tłumi i próbuje wyprzeć poza obręb świadomości, stając się przez to niewolnikiem niechcianych myśli i pragnień, które w nieświadomości wykonują swą krecią robotę. Racjonalizacje bywają często formami obrony przed depresją, która wykazuje związki z powszechnym przymusem przereklamowywania samego siebie, czyli samooszukiwania się (koloryzowane życiorysy, noty biograficzne, przywiązanie do tytułów, odznaczeń, dyplomów, które same w sobie nic nie znaczą). Wprowadzając się za pomocą nieprawdy w stan psychicznej inflacji (rozdęcia „ja” na podobieństwo balona), człowiek narażony jest na upadek w deflację, dysforię (jako przeciwieństwo euforii), czyli w piekło zaburzeń depresyjnych.

Mowa jest o ruchu, ucieczce- w dobry nastrój, w racjonalizacje czyli  ułudy spójności i świadomej przyczynowości czy też w bezpieczne, bo nie podejmujące ryzyka, czarnowidztwo.  Mowa jest o pewnym wy-naturzeniu. Wy-naturzeniem jest zarówno upieranie się przy racjonalności, pozytywne myślenie jak i przeciwieństwo: myślenie depresyjne. Ale mamy  w tym fragmencie i podskórny optymistyczny przekaz- jeśli jest wy-naturzenie, musi być też punkt odniesienia, natura, równowaga między inflacją a deflacją. Stan spójności, w którym się już nie ucieka. Problem w tym, że takiego punktu nie ma, jest iluzją – jak współczesny przekaz CBT czy terapeutów DDA, że dla osiągnięcia szczęścia wystarczy być adekwatnym, spójnym oraz przepracować to, co „wgrali” toksyczni rodzice, by „być wreszcie prawdziwym sobą”. Czytaj dalej Bujanie

Czaszka geja

Od tematu Karty LGBT+ odczepić się nie mogę. Temat jest nośny, otworzył  forumowy worek refleksji na temat płci, różnic i reakcji na różnice. Kilka twierdzeń moich interlokutorów:

Biologia to realność. Płeć jest zdeterminowana w sposób biologiczny i jest to coś więcej niż czynność fizjologiczna, to jest system różnych realności i ich następstw. Plan wyobrażeniowy niczego nie tworzy, możesz sobie wyobrażać, że jesteś niedźwiedziem polarnym i nie wyrośnie Ci od tego ani kawałek futra. Natura istnieje, a to co istnieje jest ważniejsze od tego, co nie istnieje.

Płeć się opiera na tym, że mamy inne organizmy i tyle.  Reszta za tym podąża.

[LGBT] budzą społeczną niechęć, bo są mniejszością, są „inni”, wymuszają na społeczeństwie swoim istnieniem i byciem „widocznym”, żeby dostrzegło ich potrzeby, a tym samym zmuszają do zmiany np. wyeliminowania z języka (przynajmniej tego „kulturalnego”) określeń takich jak „pedał”, a grupom, które czerpały korzyści z tego, że są dyskryminowani się to nie podoba.

W kwestii człowieczeństwa czy godności nie są inni. Ale jednak różnią się od większości np. orientacją. Różnica jest realna, problem polega na tym, że dla niektórych jest powodem do hejtu.

Reasumując: LGBT są różni na poziomie biologii, który przekłada się na wymiar społeczny; są różni od społecznej normy, „normalnej większości”; należy o tym mówić otwarcie, by nie zagubić kontaktu z rzeczywistością, ale też i coś z tą różnicą trzeba zrobić, bo nadane zostało jej znaczenie i bruździ. Stolerować, zabić, nazwać, bronić się czy „depatologizować”.

***

Wygodnie uważać, że płeć to przepaść biologiczna. Kobieta i mężczyzna to  -wg mojej rozmówczyni- wręcz „różne organizmy”.  Dzięki takiej narracji nikt tu nie jest winien (a płeć wiąże się z winą), bo jest coś co „wybiera” (biologia). Tak samo „coś”, czytaj: biologia  w narracji oficjalnej, wybiera opcje LGBT.  Jednak czy jest to kwestia biologii? Po co naturze popęd przekierowany na osobnika tej samej płci lub przebieranki? Przecież po nic: sperma geja zapładnia, lesbijka ma owulację i jest zdolna do donoszenia ciąży. Różnica nie leży też w sferze (ludzkich) emocji. Popęd, miłość, idealizacja, pożądanie, zazdrość są takie same jak popęd, miłość, idealizacja, pożądanie i zazdrość hetero. Nie jest to poziom behawioru: zachowania homoseksualne przejawi większość populacji hetero w warunkach długotrwałego odseparowania od płci przeciwnej lub przemocy. Orientacja jest wypadkową wielu sił, także tych uniwersalnych, „wgranych” homo sapiens jak sama kategoria płci czy mentalna dychotomia kobiece-męskie, która nijak nie chce objąć neutralności. To nie jest real, nie natura sama.  Real gra wam na nosie. Czytaj dalej Czaszka geja

Wszystkie drogi do Rzymu

I jeszcze jedna myśl wokół Karty i słów Piotra Dudy („Nie o taką wolność walczyliśmy”). Że LGBT niesie ze sobą (pod)myśl o niczym nie ograniczonej radości z samego seksu. Stąd jest to grupa, która będzie z łatwością zamieniana w „żyda”, w kozła ofiarnego, bo radość i seks są w polskiej kulturze co najmniej niepokojące i podejrzane. Cierpienie i samoograniczenie jest wartością (uszlachetnia, zbawia, ubóstwia, rozwija), radość -jeśli jest- musi zostać opłacona przyszłym cierpieniem, prawdziwe szczęście jest tylko po śmierci, wolność to chaos i „brak wartości” a seks musi wiązać się z prokreacją, żeby nie był „niszczący” i „nierozwojowy”. Od tego uwalnia się środowisko LGBT. Geje i lesbijki stają się Innym (Obcym), nie tyle przez sam sposób uprawiania seksu a przez inny lajfstajl, inne wartości, leżące poza kulturowo wgranymi wartościami cierpiętnictwa. Obrazowo mówiąc: radość i seks są pogańskie; cierpienie, lęk i ograniczenia (i rajcowanie się tym) są chrześcijańskie. Stąd konflikt i nagonka, bynajmniej nie „normalnych” na „zaburzonych”. Cokolwiek środowisko LGBT nie zrobi, będzie to złe dla mainstreamu, nawet nie dla katolików jako takich (choć ci będą krzyczeć najgłośniej, bo muszą pochwalić się przez swoim bogiem czujnością a bóg nie zawsze słucha) a dla kulturowych katolików niezdolnych podważyć to, co im środowisko wgrało jako wartość. Czytaj dalej Wszystkie drogi do Rzymu

Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń

Dyskusja wokół warszawskiej Karty LGTB+ pokazała jak nadawane są znaczenia. Bo oczywiste jest, że oprócz politykierstwa ukrytego pod Kartą i dezinformacją wzniecanym o-Burz-eniem  jest to spór dorosłych o ich wizję seksualności i świata, z dziećmi nie mający nic wspólnego. Dziecko to figura, na którą dorośli projektują swoje fantazje dotyczące własnej seksualności. Nazywają ją.

Zgwałcone czy zmolestowane małe dziecko nie umie nazwać tego, co mu się przytrafiło. Nie odnosi tego do kulturowego obszaru skojarzeń z seksem czy przemocą, nie ma kontekstu.  Jeśli nawet ten kontekst znajdzie, nie nazwie głośno tego, co się stało- bo nie będzie w stanie unieść psychicznych konsekwencji nazwania. Powie głośno dopiero wtedy, gdy dorośnie i okrzepnie:  wtedy skonfrontuje się wstecznie z  traumą, nazwie ją i spróbuje – czasem z ogromnym trudem – inkorporować do swojej osobistej narracji.  Molestowane dzieci milczą, bo nie mają słów by nazwać; jak słowa już znajdą – nie uniosą ich znaczenia, więc mówią dopiero, gdy dorosną. Trauma pojawia się w momencie nazwania, nadania znaczenia a nie wiąże się z samym faktem.  Nagi, zwierzęcy akt nie znaczy nic, jeśli nie zahacza o system odniesień. Tak, zwierzaki mają prościej. Czytaj dalej Trochę o Karcie i nadawaniu znaczeń