Nieporozumienie

W książce Witkowskiego, która mi się jeszcze tutaj odbija, pojawia się motyw psychoterapii, która polega na szczuciu pacjenta na rodziców, budzeniu i podsycaniu jego poczuciu krzywdy za złe dzieciństwo. Efektem tego ma być rozpad normalnych rodzin, zniszczenie więzi bliskich sobie ludzi, cierpienie dorosłych dzieci i rodziców. Czytaj dalej Nieporozumienie

Trzęsienie ziemi

Nie ma nic lepszego niż kontrast. Badawcze spojrzenie Innego, pod którym to, co mi wydaje się naturalne, oczywiste, moje, staje się co najmniej dziwne, nie-swoje . I w ten sposób można to „swoje” świadomie uchwycić. Przy kolejnej lekturze „Rekina z parku Yoyogi”, w ramach moich reminiscencji japońskich, uderzył mnie ten fragment jako trafny.  Fragment tak naprawdę o kawałku kultury, w jakim przyszło nam żyć. Czytaj dalej Trzęsienie ziemi

Narcyzm w duchowości

Wzrastamy w kulturze opartej na chciejstwie, w tym także w pożądaniu „wyjątkowości”: doznań, rozwoju i doświadczeń. Pokazujemy innym fałszywy obraz siebie, nadęte ego, ego wyjątkowo”rozwinięte”, ego na wyjątkowej, jedynej drodze rozwoju. Oczywiście, zamiast „wyjątkowej drogi rozwoju” może pojawić się „wyjątkowy symptom”, „wyjątkowo wielki lęk”, „wyjątkowe zaburzenie”-najlepiej z bardzo mądrą nazwą z DSM. W głębszej warstwie wszystko wydaje się bazować na zakupie: kupuje się „rozwój” (warsztat, guru, mądre księgi) płacąc pieniędzmi, „osiągnięcia” opłaca się emocjami, czasem i zaangażowaniem a „wyjątkowe zaburzenie” – intensywnym, nieświadomie podtrzymywanym oporem przed zmianą. Ktoś „pracuje”, „zapracował”, to się od losu należy. Podobnie jest z oczekiwaniem wyników w psychoterapii. Pacjenci się skarżą czasem: przecież „pracuję”, „chodzę” dlaczego nie ma wyników, powinny być, należą się.  Wycinając w  sobie pojęcie łaski, pracy nieświadomego, przypadku i sferę przyjmowania, pokory czy zaskoczenia, czegoś podstawowego -właśnie dla wzrostu duchowego (czyli dla swojego egotycznego „niknięcia”)- się pozbawiamy.

Pożądanie rozwoju zabija faktyczny rozwój.

Narcyzm w duchowości w krótkim fragmencie książki Tomasza Olchanowskiego:

Czytaj dalej Narcyzm w duchowości

O kochaniu siebie

Przebojem na liście pop-psychologicznej jest „kochanie siebie”. Celebryci przekonują (ostatnio pani Pawlikowska a stale pani Miller), że żeby stworzyć z kimś związek trzeba najpierw „pokochać siebie” i w ogóle „pokochanie siebie” ma być drogą do odczuwania satysfakcji z życia. „Kochanie siebie” jest ozdobione przy tym określeniami „bezwarunkowo”, „w pełni”, „jak dobry rodzic”. Przekaz terapeutyczno-medialny brzmi:

nie żyjesz jak trzeba, jeśli siebie nie kochasz,

niekochanie siebie to główna przyczyna braku życiowej satysfakcji. Czytaj dalej O kochaniu siebie

Psychoterapia w masce (3)

Odsłona pierwsza: ogólnie o procesie psychoterapii. Odsłona druga: „niepowodzenie” i historie pacjentów

I dziś odsłona trzecia i ostatnia recenzji „Terapii bez makijażu” autorstwa Tomasza Witkowskiego: wypowiedzi terapeutów. Książkowa wizja „prawidłowej terapii” kręci się wokół koncepcji behawioralno-poznawczej. I ciekawe, wypowiedzi praktyków dalekie są od jednorodności: akcent pada na różne aspekty, opisy procesu terapeutycznego wykluczają się nawzajem. Poniżej kilka kwestii poruszanych przez terapeutów- kwestii, które znów poruszyły mnie. Czytaj dalej Psychoterapia w masce (3)

Psychoterapia w masce (2)

Odsłona druga: „niepowodzenie” i historie pacjentów

Odsłona pierwsza: tutaj

NIEPOWODZENIE

Książka Tomasza Witkowskiego nosi podtytuł „Rozmowy o terapeutycznych niepowodzeniach”. Nie znalazłam w niej jednak prostej definicji „niepowodzenia terapeutycznego”, „nieudanej terapii” czy „terapeutycznego nadużycia”. Raczej zaklinanie: „psychoterapia przysparza cierpienia”, „psychoterapia niszczy życie”. Lub też racjonalizacje pacjentów, którzy przypisują swoją obecną sytuację życiową złemu wpływowi terapii.

 

Obok zaklinania – szereg ambiwalencji. Na przykład: cierpienie. Cierpienie wydaje się w porządku, jeśli mija po terapii. Jeśli nie mija, to nie jest w porządku i jest to wina terapii. Podobnie pacjent. Z jednej strony, gdy zgłasza się do gabinetu, to „świat mu się wali”, nie ogarnia, nie ma pojęcia o modalnościach, nie odróżnia psychologa od psychiatry i wiesza się na psycho jak dziecko. Z drugiej strony, gdy tylko wyjdzie z gabinetu, i to niezadowolony, to jego relacja z tego, co działo się w gabinecie ma  być adekwatna, racjonalna, umotywowana, słuszna.

Zastanowiła mnie moc, jaką w fantazjach przyznają terapeutom cytowani pacjenci. Moc uśmiercania. Moc wpędzania w alkoholizm. Moc Buddy. Moc budzenia do miłości. Moc narzucania norm. Moc bezbłędnej diagnostyki medycznej. Pewnie stąd rozczarowanie rozmówców. Terapeuta nie jest bowiem bogiem ani wieczną miłością ani wiedzą głęboką. Nikt takiej roli nie uniesie. Przy lekturze miałam często wrażenie, że Autor i jego rozmówcy  wnoszą pretensje, że terapeuci nie są nadludźmi i nie chodzą po wodzie.

 

Jak jednoznacznie zdefiniować niepowodzenie terapeutyczne? Nie da się, tak jak cierpienia czy osoby pacjenta. Świat nie działa na prostej dźwigni skutku i przyczyny. Czy próba samobójcza w trakcie terapii/analizy to wina terapeuty czy tego, co pacjent nosi w głowie? Czy może jednego i drugiego? Jeśli tak, to jak to rozdzielić? Da się w procentach? W jaki sposób oddzielić przeniesienie od nieprzeniesienia? Nie da się tego określić. Jeśli pisze się o niepowodzeniach to myślę, że trzeba je jakoś zdefiniować, bo tak naprawdę odbiorca czyta o pretensji, żalu, złości, rozgoryczeniu pacjentów, którzy wyszli z terapii.

Z drugiej strony wyczuwamy oczywistość, że terapeuci czasem zakłócają wewnętrzny proces klienta. W spowiedziach u Witkowskiego przykładów zakłóceń mamy mnóstwo: interwencje nie w porę, milczenie, które klient latami odbiera jako wrogość; kulejące relacje; brak granic i zaproszenie do relacji intymnych, niezrozumienie sytuacji, zadufanie i sztywność, wyjście z roli Tego-Który-Słucha etc. Zauważyłam jednak, że żaden z opisywanych przez pacjentów terapeutów nie odpowiada rysopisowi sadysty-manipulatora-ignoranta. Gdy terapeuci widzą swój błąd, próbują go jakoś naprawić, podtrzymać relację, może nieudolnie: zbudować rozmyte granice, wytłumaczyć powód swoich interwencji, zmienić formę (np z analizy kozetkowej na twarzą w twarz), zaprosić do refleksji etc. Są wreszcie i postacie, o których pacjenci wypowiadają się ciepło. Ba! miałam też wrażenie, że niektóre relacje ze „złych terapii” brzmią jak relacja z kłótni z kochankiem.

W cytowanych opowieściach pojawia się rys tragiczny. Gdyby każdy z uczestników wydarzeń mógł się wypowiedzieć (słyszymy tylko jedną stronę ze względów oczywistych), powiedziałby pewnie: działałem/am w najlepszej wierze, nie rozumiałem/am, nie miałem/am niczego złego na myśli, mogłem/am inaczej, ale wtedy nie wiedziałem/am, że trzeba inaczej. Ból świata nie bierze się – o paradoksie – z ludzkiego błędu, ale z jak najlepszej wiary i wypełniania swojego obowiązku, tak jak się go (nie) rozumie. W greckiej tragedii nie ma potworów, jest Los, który rozdaje role. Każdy robi, co umie i co wie, ograniczany przez swoje szaleństwo, swoje mury; rację ma każda ze stron a rezultatem chaos, bezradność i cierpienie.

Czytaj dalej Psychoterapia w masce (2)

Psychoterapia w masce (1)

Wokół książki Tomasza Witkowskiego „Terapia bez makijażu. Rozmowy o terapeutycznych niepowodzeniach”.

Po pierwsze: ważne, że taka książka na rynku polskim się pojawiła. To chyba pierwsza pozycja traktująca o negatywach terapii, daleka od reklamy i słodkich laurek. Po książkę sięgnęłam z sentymentu, jako była autorka bloga psycho-kit. I z pozycji osoby, która ten blog pisząc brała udział w różnych eksperymentach własnych- od ustawień hellingerowskich przez terapię CBT do kozetkowej analizy. Postanowiłam podzielić się myślami, jakie towarzyszyły mi w lekturze. Być może kontrowersyjnymi. A że tych myśli dużo podzieliłam je na kilka części tematycznych. Dziś odsłona pierwsza. Czytaj dalej Psychoterapia w masce (1)

Wojna na przodków

Wyjątki z szaleństwa pana Tarczyńskiego:

„nie pouczaj wnuka Wyklętego”
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23323260,wulgarny-atak-tarczynskiego-na-dziennikarza-nie-zaczepiaj.html#Z_MT

„Nie, ja chcę wiedzieć, co robił jego dziadek. Wszyscy wiedzą kim był mój dziadek. A ja chcę wiedzieć, kim był jego. Jego ojciec. Z jakiego środowiska się wywodzi.”
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23123686,tarczynski-nie-odpuszcza-dziennikarzowi-chce-wiedziec-kim.html

Taka to pana Tarczyńskiego Wojna na Przodków. (Oczywiście, drugą stroną medalu jest gowinowska wojna na ilość dzieci przekładaną na ilość wyborczych głosów- bez względu na jakość). Może myślących razić głębokie polactwo takiego stawiania sprawy, ale „duma z pochodzenia” jest powszechna wśród dorosłych dzieci (zwanych dalej umownie „dorosłymi”) jak świat długi i szeroki. Niektórzy przejmują sprawę we własne hmm… ręce i mnożą się jak króliki, by przodkami zostać dla jak największej ilości homo sapiens, i tak – genami, memami i pobożnymi życzeniami- trzymać ich na smyczy. Kontrolować Los i przekroczyć- w taki skrzywiony sposób- swoje ego. Co więcej, niektórzy przodkowie odchodzą przecież do sfery wspólnotowej, symbolicznej, mitycznej, wręcz boskiej. Czyż to nie atrakcyjna kariera w dzisiejszych czasach, zwłaszcza dla trupa? Czytaj dalej Wojna na przodków

Poza lękiem i nadzieją

Można powiedzieć, że przez społeczeństwa przebiega naprzemiennie dreszcz lęku i nadziei.  Czasy nadchodzą „nowe” i wraz z rozczarowaniem odchodzą jako „stare”. To dość smutne: zmieniają się dekoracje, ale dekoracje nie zmieniają niczego…  Piękna jest ta wiara w przyszłość i zasypywanie lęku, ale – w wielkim skrócie- ile było rewolucji a wszystko wracało zawsze na stare tory ludzkiego szaleństwa: lęk paraliżował prostaczków, złodzieje kradli, karierowicze knuli, tyrani pozbawiali głów a kochankowie kochali…  Pomysł: „bądź zmianą jaką chcesz zobaczyć w świecie” pociągający za sobą ogromny (i przecież daremny) wysiłek samoświadomości i samotworzenia jest wyrazem optymizmu czy rozpaczy? W każdym razie ja skłaniam się ku: jeśli już chcesz „wstawać z kolan” zacznij od swoich kolan i swojego wstawania. Czytaj dalej Poza lękiem i nadzieją

Nasza najważniejsza rzeczywistość

Buk, o którym pisałam tutaj już odszedł w ludzkie wspomnienia i do Krainy Wiecznej Zieleni. Pieniek wycięto fachowo i starannie. Dokładnie uprzątnięto gałęzie i pomięte listki. Administracja popisała się ułańską fantazją i w środku wiosny nie tylko zleciła wycinkę drzewa, ale i kazała podciąć gałęzie innych drzew w podwórzu- bez uzgodnienia z nikim. Między innymi te, które miałam przed oknem. Ok, wiem: nic się nie stało, to tylko drzewo, to tylko gałęzie, co za różnica jaki widok-pień też może być-wie pani, że inni na nowych osiedlach nie mają nawet tego, to przecież jest martwe, to jest rzecz, to jest problem, odrosną kiedyś, a jakby tak się coś stało?, przecież dzieci tu chodzą!, jaka znów wiewiórka, kwestia bezpieczeństwa, kogo to obchodzi, tak dbamy o środowisko, ple, ple. Tam obiektywne racje, tabelkowe zarządzanie i perwersyjne zadowolenie barbarzyńcy ze zniszczenia a tutaj mój szloch z wściekłości i bezradności – subiektywny, nieumotywowany i nieracjonalny. Czytaj dalej Nasza najważniejsza rzeczywistość